|
|
| Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla słów: Azjatyckie szczyty górskie Rosji |
|
|
| Gory Putorana | |
heja! podaj mi twojego priva to dosle kilka linkow... same gory sa praktycznie nie eksplorowane a polska stopa rzadko tam goscila... plan wyglada mniej wiecej tak - 1. wylot z moskwy do norylska(na kazdej mapce azji znajdziecie to miasto) na poczatku sieprnia 2. z norylska za pomoca lokalnych srodkow transportu tj. statkow probujemy sie dostac w gore rzeki kurejki do podnoza gor Putorana - lapiemy na statko-stopa 3. wyjscie w strone szczytu kamien 4. powrot calosc wyprawy wyniesie okolo 1 msc koszty to 2500 -3000 zl (licze na dofinasowania i sponsoring moze sie uda troche to obnizyc) bilet lotniczy kosztuje 1800 zl w polsce(w rosji powinien byc tanszy), trzea sie przygotowac na wielodniowe chodzenie po gorach z plecakami 25-30 kg przy zmiennych warunkach pogodowych -na polnocnej syberii zaczya sie jesien. mam dostep do map lotniczych 1:500 000 oraz do relacji z wypraw, kombinuje dokladniejze mapy satelitarne (1:100 000) powstaje strona internetowa o tej wyprawie i mysle ze to pomoze w nagraniu sponsorow dodatki - zastanawiam sie nad badaniem wlasciwosci wod w putoranskim parku narowdowym polaczonych z uzyciem GPS'u alternatywy - w przypadku deficytu kasy wyjazd odbedzie sie koleja transyberyjska nastepnie splyniemy z Krasnojarska Jenisejem do miasta Igarki (tam mam znajomych) i pozyjemy troche u nich a w same gory putorana pojdziemy n rekonesans teraz kilka pytan do ewentualnych zainteresowanych - chodzisz duzo po gorach? gdzie byles? jakim srzetem dysponujesz? ile masz lat? i jak sie zapatruja na takie wyjazdy Twoi rodzice? Pozdrawiam i czekam na odpowiedz Lukasz ps.s. moze literka t jest niezbyt popularna ale te klasy zawsze byly najlepsze | |
| Wyprawa na Pik Lenina | |
Krotka informacja za: http://www.e-gory.pl/egor...t_piklenina.php O Piku Lenina: Pik Lenina, (7134 m n.p.m.) położony jest w Azji Centralnej, w północno-wschodnim Pamirze, będącym najwyższą wyżyną świata, w rejonie zwanym Zaałtajskim. Od Ałtaju oddziela go rzeka Kazył-Su. W górach tych jest około 7 tysięcy lodowców, których łączna powierzchnia sięga 7515 km kwadratowych. Pasmo to charakteryzuje się stabilną pogodą z dość dużą liczbą dni słonecznych. Odkryty w 1871 r.,jeszcze na początku lat trzydziestych XX w. był najwyższą zdobytą przez człowieka górą na świecie. Pierwszych poważnych badań doczekał się dopiero w roku 1928, pod patronatem Akademii Nauk ZSRR. Wchodzącym w skład tej ekspedycji alpinistom niemieckim jako pierwszym udało się zdobyć szczyt 28 czerwca tegoż roku. Pierwszego powtórzenia wyczynu przez alpinistów rosyjskich doczekał się Pik Lenina 6 lat później. Obecnie na szczyt prowadzi 16 różnych dróg (9 z południa, 7 z północy). Droga klasyczna, biegnąca północną ścianą, od początku lat siedemdziesiątych stanowiła dla kilku pokoleń miłośników wspinania (m.in. dla Wandy Rutkiewicz) "przepustkę" w góry najwyższe. Magia "chrztu w strefie śmierci" przyciąga tu ustawicznie rzesze wspinaczy różnych narodowości. Mimo, iż technicznie nietrudny, Pik Lenina jest poważnym celem sportowym. http://www.e-gory.pl/img/...a/leninpeak.jpg | |
|
Wyprawa motocyklowa do | |
3 motocykle, 20 000 km, 6 krajów: Ukraina, Rosja, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan. Pustynie, stepy, starożytne miasta Jedwabnego Szlaku Samarkanda i Buchara. Dzikie pasma górskie Pamir i Tien-Shan ze szczytami sięgającymi 7000m n.p.m. Bezkresne przestrzenie rzadko odwiedzane przez ludzi, kamieniste drogi biegnące ponad 4500 m.n.p.m. czyli jednym słowem wielka przygoda. http://endurostany.cba.pl/ <--- Powyżej znajduje się link do strony związanej w wyprawą. Uczestniczą w niej nasi znajomi z Kozienic. Zapraszam do czytania szczególnie Blogu który będzie na bieżąco uzupełniany. Trzymam kciuki za wyprawę !! Wyjazd już 19 Lipca. | |
| PŻM na fali | |
Polska Żegluga Morska, największy krajowy armator, zamówiła w stoczniach azjatyckich 24 masowce. Statki będą przekazywane armatorowi w latach 2008-2013. W chińskiej stoczni Xingang powstanie 10 masowców, każdy o nośności 38 tys. ton. Już rozpoczęto cięcie blach na pierwszy. PŻM odbierze go w drugiej połowie przyszłego roku. Z tej stoczni pochodzą cztery tej samej wielkości masowce (typ Kujawy), które od 3 lat pływają w polskiej flocie. Także jeziorowce Również w przyszłym roku PŻM odbierze pierwszy z ośmiu jeziorowców, które będą budowane w dwóch chińskich stoczniach: Mingde i Guyou. Te 30-tysięczniki zaprojektowała szczecińska firma Midcon Designer Ltd. Statki będą przewoziły stal i ładunki masowe między Europą a portami w akwenie Wielkich Jezior Amerykańskich. Z kolei w chińskiej stoczni NTS za dwa lata rozpocznie się budowa czterech masowców typu panamax, każdy o nośności 80 tys. ton. Nazwa wzięła się stąd, że ich wielkość jest dostosowana do parametrów Kanału Panamskiego. Ostatni z tych statków wejdzie do eksploatacji w roku 2011. Powrót do Japonii Niedawno PŻM podpisała w Tokio kontrakt z japońską stocznią Tsuneishi. Zbuduje ona dla szczecińskiego armatora dwa masowce typu kamsarmax. Są to statki o nośności 82 tys. ton, szerokości 32 m i długości 229 m. Nazwa jest zastrzeżona przez stocznię i pochodzi od portu Kamsar w Gwinei, skąd są wywożone duże ilości rudy. Wielkość statku jest dostosowana do parametrów portu. - Tego typu statki cieszą się ogromnym zainteresowaniem, stąd długa kolejka armatorów oczekujących na rozmowy ze stocznią - mówi Paweł Szynkaruk dyrektor naczelny Polskiej Żeglugi Morskiej. - Pół roku czekaliśmy zanim zaproszono nas do rozmów. Drugie pół roku trwały negocjacje kontraktu. PŻM czyni też starania, by podpisać kontrakt na jeszcze dwa takie masowce. - Są to statki najnowszej generacji - mówi dyrektor. -Bardzo ekonomiczne w eksploatacji, zużywają mniej paliwa, co jest bardzo ważne przy rosnących cenach paliw. Za-mówień jest tak dużo, że my pierwszy kamsarmax będzie-my mogli odebrać dopiero w 2013 roku. PŻM w Japonii budowała już masowce, zbiornikowce a ostatnio jeziorowce. Pięć jeziorowców od ponad siedmiu lat wozi ładunki w rejon Wielkich Jezior. Polskie nazwy Zanim armator ulokował zamówienia na Dalekim Wschodzie zwrócił się z zapytaniem ofertowym do stoczni polskich. Nie wyraziły zainteresowania budową masowców. Są to stosunkowo proste statki i ich budowa nie jest dla nich opłacalna. Wszystko wskazuje na to, że nowe statki będą pływały pod obcymi, wygodnymi banderami. Ustawa o biało-czerwonej na polskich statkach ciągle jest w powijakach. Armator postanowił, że skoro nie może być bandery narodowej, to niech chociaż będą polskie nazwy. I tak pierwsza seria masowców będzie nosiła nazwy polskich regionów, jeziorowce - nazwy polskich jezior a na burtach masowców z Japonii mają być nazwy polskich szczytów górskich. Dobrze ,że na statkach bedą polskie nazwy troche jestem też zaskoczony na plus ,że jest już zamówionych 6 panamaxów i opcja na 2 dalsze te wieksze z japoni po 82 tyś dwt ,zastanawiam się czy PŻM jest zainteresowana budową zbiornikowców poniewarz Rosja nie zamierza nam w przyszłości dostarczać ropy przez rurociąg przyjażni .Co ciekawe zbirnikowce tzw baltimaxy ma już Rosja ,która przy wykorzystaniu portu naftowego Primorsk zamierza dostarczać rope innym państwom ,ciekawe jaka będzie nasza odpowiedz i kto i czym będzie woził rope z Primorska do portu północnego . | |
| Nazwa, bohater, hymn, logo.. | |
Oto moja propozycja patrona drużyny: Stefan Szolc-Rogoziński Urodził się w Kaliszu w 1860 roku. Od wczesnej młodości był zafascynowany odkryciami geograficznymi. Rysował mapy kontynentów, na których zaznaczał najnowsze odkrycia, o których słyszał, i zostawiał na nich też białe plamy - miejsca, ktorych cywilizacja jeszcze nie poznała. Pochodził z rodziny niemieckich fabrykantów kaliskich; sam czuł się Polakiem, o czym świadczy choćby to, że spolszczył swoje nazwisko z Scholtz na Szolc i dodał nazwisko panieńskie matki (Rogoziński). Najprawdopodobniej to zamiłowanie do podróży skłoniło go do wstąpienia do szkoły rosyjskiej marynarki wojennej (a pamiętajmy, że tylko w służbie zaborcy mógł się wtedy wybić). Już wkrótce był oficerem na okręcie wojennym i pływał w rejsach dookoła Azji i Afryki. To, co tam zobaczył, wkrótce skłoniło go do porzucenia służby i rozpoczęcia realizacji swojego marzenia - odkrywczej ekspedycji. Na to potrzeba było jednak pieniędzy, których on sam jeden był w stanie wyłożyć. Rozpoczął zatem akcję popularyzacyjną tego przedsięwzięcia w Warszawie i innych miastach Królestwa Kongresowwego, m. in. w rodzinnym Kaliszu zaprezentował odczyt na ten temat. Popierali go inni wizjonerzy, jak Henryk Sienkiewicz, czy Bolesław Prus. Większość jednak ludzi, których spotykał, patrzyła na niego jak na gościa z kosmosu. Ten naród - mówiono - potrzebuje wszystkich sił na podzwignięcie się z upadku, więc nie czas na marnowanie ich w bezowocnych działaniach na drugim końcu świata. Nie rozumieli, że w ten sposób sprawa polska także mogła zaistnieć na nowo w świadomości innych narodów... W końcu udało mu się uzbierać wystarczającą ilość środków, by wyekwipować jeden statek z załogą (sam wyłożył na to wszystko co miał - spadek po matce). Nie mógł on stanąć pod polską banderą, gdyż nieistniejąca Polska takiej nie posiadała, ale znalazły się w niej polskie elementy, np. syrenka warszawska. Za cel wyprawy podróżnicy z Rogozińskim na czele obrali wybrzeża Kamerunu - afrykańskiej krainy na Równiku, bardzo słabo jeszcze wtedy zbadanej. Gdy tam wreszcie dotarli, badali przez wiele miesięcy wybrzeża i wnętrze kraju, wpływali w ujścia rzek i płynęli ich biegiem, poznawali tubylców i ich zwyczaje, zdobywali masywy górskie Kamerunu. Cały czas wykonywali mapy, robili zapiski podróżnicze, zbierali ciekawe wytwory afrykańskiej sztuki plemiennej. Nie obeszło się wśród nich i bez strat - niektórzy z nich zmarli na tropikalne choroby. Udało im się ostatecznie nawet zakupić od tubylców, którzy uznali ich zwierzchność, 30 km ziemi. Nieistniejąca Polska posiadała swoje malutkie, lecz kolonie! Ponoć Rogoziński chciał z tego skrawka uczynić oazę narodową dla Polaków wyobcowanych na emigracji, czy pod zaborami. Był to szczyt osiągnięć Szolca-Rogozińskiego. Wkrótce ratując swe nabytki przed pazurami Niemiec musiał poddać się pod zwierzchność angielską, a i tak (o ironio!...) ostatecznie Kamerun przypadł Niemcom. Po powrocie do Polski próbował zdobyć fundusze na kolejne wyprawy, lecz nie uzyskał już nawet tyle, co wcześniej. Ożenił się i zakupił maleńką wyspę u wybrzeży Kamerunu - Fernando Po, gdzie wraz z żoną prowadził plantację kawy, by zdobyć środki na następną wyprawę. Nie zarobił wiele i wyspę sprzedał. Wkrótce rozczarowana do niego żona opuściła go, a on sam załamany zaczął popadać w obłęd i trafił do szpitala psychiatrycznego. Kiedy się pozbierał, postanowił jeszcze raz spróbować powrócić do Kamerunu. Nie było mu dane jednak tego dokonać: kiedy zbierał na to fundusze w Paryżu, został pewnego dnia 1896 roku potrąćony smiertelnie przez konny omnibus. To mniej wiecej tyle. Więcej informacji znajdziecie na innych stronach w necie. Myślę, że byłby dobrym patronem, gdyż: a) był związany pochodzeniem i związkami w późniejszym życiu z naszym regionem b) był polskim patriotą: choć jego marzenia wykraczały poza standardowe dążenie do odzyskania niepodległości, poświadczał w życiu czynem swe przywiązanie do rodzinnego kraju c) poświęcił życie realizacji idei, które my utożsamiamy jako wędrownicze: pasja poznawcza, dążenie do działania, ciągłego celowego ruchu, wybijanie się ponad zastygłą przeciętność d) nie wahał sie poświęcić wiele by zrealizować to, co uważał za najważniejsze Proszę o komentarze, opinie i kontrpropozycje Czuj duch! | |
| wyprawa na Schneeberg | |
Może dokonania mniejsze, a szczyty niższe, ale weekend zdecydowanie warty zrelacjonowania Od jakiegoś czasu marudziłem Gosi, że musimy gdzieś wyjechać choć na weekend. Jeszcze jest ciepło, dzień długi, a poza tym wolne soboty i niedziele skończą się już niedługo (praca, nauka). Na szczęście Gosia dostała się na staż do Urzędu Marszałkowskiego i to chyba pozytywnie ją nastawiło m.in. do wyjazdu. Postanowiliśmy wyjechać na Śnieżnik. Minimalizując koszty zdecydowaliśmy w piątek po pracy pojechać do rodziców Gosi, w sobotę rano w górki, w niedzielę wieczorem powrót na przedgórze i w poniedziałek do Poznania. Z analizy prognozy pogody zapowiadał się całkiem przyjemny weekend. Jeszcze dla spokoju poprosiłem Michała o kolejkę za pogodę podczas imprezy, która nas niestety ominęła. Wszystkiego najlepszego dla jubilatki i solenizanta. W sumie jedynym problemem był brak możliwości dodzwonienia się do schroniska, kilka dni prób i nic, ale to przecież duże schronisko i miejsce zawsze się znajdzie. Niestety nie znalazło się, pan ze Śnieżnika zadzwonił do mnie jak już czekaliśmy na spóźniający się pociąg Gdynia – Wrocław. Podróż minęła na zmianie planów – sobota w Służejowie, w niedzielę rano bierzemy auto i w góry. Tak też zrobiliśmy. Sobotę spędziliśmy na zbieraniu orzechów, jabłek, rąbaniu drewna na opał (fajna sprawa), trochę pokręciliśmy się po okolicy, a wieczorem obejrzeliśmy w Ziębickim Centrum Kultury pokaz slajdów z Tuwy (republiki autonomicznej w azjatyckiej części Rosji, przy granicy z Mongolią). Hitem dnia okazał się udział w akcji „Polska biega”. Do amatorskiego biegu zapisaliśmy się w ostatniej chwili. Oczywiście wystąpiłem w SeTKowej koszulce, na szczęście miałem krótkie spodenki, no ale górskie buty sprawy już nie ułatwiały. Trasę wyznaczono w parku miejskim w Ziębicach, różnica wzniesień pomiędzy najniższym, a najwyższym punktem trasy wynosiła około 50m. Trzeba było zrobić dwie pętle po około 2km każda, razem około 4km. No i potruchtało się, bieg ukończyłem równo z tatą Gosi po 22 minutach dość wolnego biegu, raczej na początku stawki. Później były medale dla najlepszych i losowanie nagród dla wszystkich uczestników. Losowała 7-letnia córka kuzynki Gosi i miała dobrą rękę, bo mama Gosi otrzymała jakieś akcesoria komputerowe, a ja wracałem z Ziębic do Służejowa na nowym rowerku Rowerek oczywiście został u rodziców Gosi i będzie służył do odkrywania uroków okolic Ziębic i Ząbkowic, a nawet górek Złotych i Bardzkich. W niedzielę rano pojechaliśmy na Śnieżnik. Na wypad namówiliśmy jeszcze rodziców Gosi, którzy przemycili ze sobą kosz na grzyby. Widoki rozpieszczały nas już w drodze do Międzygórza. Ale to i tak było nic w porównaniu z tym co mieliśmy zobaczyć ze szczytu. Wgramoliliśmy się czerwonym GSS do schroniska, później szybko zielonym na szczyt. Zobaczyliśmy całą, z góry niesamowicie płaską Kotlinę Kłodzką i otaczające ją górki. Widok na pn-zach urywał się gdzieś za górami Wałbrzyskimi, było widać Ślężę, wzgórza Niemczańsko-Strzelińskie, zbiorniki retencyjne na Nysie Kłodzkiej, a po stronie czeskiej oczywiście Pradziada. Fajne jest to, że im więcej się jeździ po tych okolicach tym więcej rozpoznaje się szczytów, pasm i miejscowości z różnych punktów widokowych. Po zejściu z ruin wieży widokowej i samego Śnieżnika do schroniska nastąpił podział ekipy. Rodzice Gosi zeszli szybko na dół, aby nazbierać grzybów, a my z Gosią wróciliśmy do Międzygórza trochę dłuższą trasą przez Czarną Górę (tu też widoki całkiem całkiem, szczególnie na Lądek i Stronie). Później jeszcze chwila na podziwianie samego Międzygórza i wodospadu Wilczki. Do domku wróciliśmy wieczorem, wszyscy zachwyceni, jedni grzybowymi zbiorami, drudzy jesiennym klimatem w górkach, wszyscy niesamowitymi widokami W poniedziałek nastąpił planowany powrót do rzeczywistości. Relację uzupełnię o zdjęcia zarówno z soboty, jak i niedzieli, ale to dopiero za około 3 tygodnie. Pozdrawiam! Łukasz | |
| Papua Zachodnia/Udział Polski | |
Zadziwiającym jest fakt z jaką łatwością uciekają naszej uwadze niesprawiedliwości i gwałty dziejące się tu i teraz a mające za sobą bagaż wielu dziesiątek lat opatrznie rozumianej tradycji. Pomimo, że nasz świat oplatają setki tysięcy kabli i anten satelitarnych a z maszyn drukarskich codziennie wychodzą kolejne prasowe tytuły - pozostają na uboczu - z jednej strony z niewiedzy i przemilczeń z drugiej zaś z ignorancji i uwikłania w bagniste sieci bezdusznych interesów. „Wolność istnieje tylko w ziemi marzeń” pisał niegdyś preromantyczny poeta niemiecki Friedrich Schiller. Gdyby tak oto porzucić i puścić w zapomnienie wszelaki ślad, który pozostawił człowiek na Nowej Gwinei w wyniku swojej nań obecności - ta druga co do wielkości wyspa naszego globu śmiało mogła by pretendować do miana ucieleśnienia utopijnej wizji roztaczanej przed dwoma wiekami przez niemieckiego wieszcza. 1. Irian Jaya (Papua Zachodnia) jest najdalej wysuniętą na wschód prowincją Indonezji. Powierzchnia Papui Zachodniej wynosi 421 981 km2 i liczy sobie nieco ponad 2 mln mieszkańców. Papua Zachodnia pozostaje jednym z najmniej zbadanych i najbardziej odizolowanych zakątków naszej planety. Puszczę rosnącą na jej terytorium określa się mianem ostatniej wielkiej puszczy na obszarze Azji i Pacyfiku. W niedostępnych Górach Śnieżnych kryje się Piramida Carstensza (4884 m. n.p.m) – najwyższy szczyt górski między Himalajami i Andami. Olbrzymie połacie lasów służą schronieniem rozlicznym gatunkom zwierząt i roślin w tym wielu endemicznym. Endemicznymi są np. 269 gatunki ptaków spośród ponad 600 tu spotykanych. Rdzennymi mieszkańcami terytorium są Papuasi będący członkami 253 różnych plemion. Żyjący w różnym stopniu akulturacji względem tzw. cywilizacji współczesnej (od przejęcia wielu elementów po tryb życia niemal „pierwotny” np. Dolina Baliem) stanowią 60% mieszkańców terytorium Irian Jaya. Pozostali mieszkańcy to ludność napływowa przybyła tu w dużej części w ramach ostatnich 30 lat w ramach rządowej akcji odciążania innych gęsto zaludnionych części kraju (zwłaszcza Jawy). 2. Papua Zachodnia leżąca na Nowej Gwinei jako jednostka terytorialna wyspy wyodrębniła się w okresie kolonialnym, kiedy to w wyniku podziału dostała się w strefę wpływów holenderskich. Gdy po II wojnie światowej w wyniku wojny holendersko – indonezyjskiej wyłoniło się niepodległe państwo indonezyjskie jego dyktator (Sukarno) zażądał przyłączenia Papui Zachodniej do swego państwa wbrew zamierzeniom Holandii, która oponowała za utworzeniem w przyszłości niepodległego państwa na terytorium całej Nowej Gwinei. Już w 1957 roku Sukarno pośle do Papui Zachodniej grupy dywersyjne. Kolejny konflikt holendersko - indonezyjski w oczach ówczesnej administracji Johna Kennedy’ego (1962) groził zbliżeniem Indonezji do ZSSR toteż Stany Zjednoczone wywarły skuteczny nacisk na Holandię aby ta oddała sporne terytorium pod tymczasową kontrolę Indonezji. 3. Przekazanie Papui Zachodniej pod tymczasową kontrolę Indonezji nakładała na tą ostatnią zobowiązanie przeprowadzenia po upływie sześciu lat referendum w, którym mieszkańcy terytorium mieli rozstrzygnąć o ewentualnej niezależności Papui. Zamiast powszechnego głosowania przeprowadzono w 1969 roku tak zwany „Akt wolnego wyboru”. Spośród ponad 800 tys. mieszkańców do udziału w głosowaniu wybrano 1.026 elektorów. Rządowo namaszczonych elektorów mających dokonać wyboru ustawiono wzdłuż wytyczonej na ziemi linii. Jej przekroczenie było głosem za przyłączeniem do Indonezji, nie przekroczenie – przeciw. Głosowanie było nadzorowane przez wojskowych, którzy nie omieszkali odpowiednio usposobić głosujących oraz aresztować Papuasów mogących zakłócić głosowanie. Wszyscy elektorzy przeszli na drugą stronę linii. Choć 25 obserwatorów ONZ dostrzegło rozliczne nieprawidłowości w przeprowadzeniu „Aktu Wolnego Wyboru” samo ONZ uznało jego ważność. 4. Od początku brutalny nadzór indonezyjskich sił rządowych budził sprzeciw Papuasów. Od połowy lat sześćdziesiątych działalność rozpoczęło główne ugrupowanie separatystyczne – Ruch Wolnej Papui (OPM) prowadzące po dziś dzień walkę partyzancką. Ugrupowanie te uciekało się nieraz do porwań obcokrajowców aby zwrócić uwagę społeczności międzynarodowej na sytuację w kraju. Oprócz działalności OPM nigdy nie brakowało indywidualnych wystąpień plemiennych a także działań pomniejszych grup i grupek. Reakcja sił indonezyjskich na akty dokonywane przez partyzantkę i nie tylko zawsze miała tą samą postać przejawiającą się w pacyfikacji wiosek papuaskich oraz inne działania wymierzone w ludność cywilną. Tylko w latach 1963 – 69 z rąk armii indonezyjskiej zginąć miało 30 tysięcy Papuasów zaś ogólną ilość zabitych w ciągu ostatnich czterech dekad obecności indonezyjskiej szacuje się nawet na 100 tysiące. Indonezyjskie władze pierw na czele z Sukarno a od 1966 z generałem Suharto tępiły wszelkie przejawy niepodległościowe takie jak obnoszenie się z symbolami narodowościowymi i niepodległościowymi. Publiczne wywieszenie papuaskiej flagi wiązało się z licznymi restrykcjami. Jeszcze do niedawna dwóch mężczyzn zostało skazanych ma 10 i 15 lat więzienia jedynie za próbę wciągnięcia flagi na maszt. 5. Oprócz najważniejszej dla Indonezji pod względem finansowym (surowce naturalne) Papui Zachodniej a zarazem najbardziej odrębnej od reszty kraju pod względem kulturowym Indonezja zmagała się z dążeniami niepodległościowymi w innych częściach ziem uznanych przez nią za własne. Najgłośniejszą spośród nich była okupacja Timoru Wschodniego w latach 1976 – 2000 roku. W okresie tym z rąk armii indonezyjskiej, oddziałów specjalnych „Kopassus” i ugrupowań paramilitarnych powiązanych z Indonezją zginęło ok.. 180 tysięcy mieszkańców czyli blisko 1/5 całego terytorium. Skala morderstw dokonywanych także na kobietach i dzieciach zmusiła w końcu ONZ do interwencji w wyniku, której na Timor wkroczyły siły ONZ zaś na Indonezję nałożono sankcje. Timor Wschodni uzyskał niepodległość. 6. Klęska polityki silnej ręki na Timorze Wschodnim sprawiła, że działania na Papui Zachodniej nabrały nieco mniej konfrontacyjnego charakteru. Działania o charakterze otwarcie zbrojnym przeniesiono na mniej integralne ośrodki zbrojne. W celu tym nawiązano współprace z lokalnymi milicjami proindonezyjskimi oraz nasilono tajne operacje przeciwko przywódcom ruchu separatystycznego. Kolejny prezydent Wahid zgodził się nawet na eksponowanie zachodniopapuaskiego sztandaru pod warunkiem, że będzie wywieszany wraz z flagą indonezyjską.. Wzrost nastrojów separatystycznych skłonił go jednak do cofnięcia decyzji – policja indonezyjska zaczęła usuwać sztandary. Podczas tego procederu policja zabiła w Wamenie 11 osób, które próbowały stawić opór. Od tego czasu nie brakowało wystąpień niepodległościowych. Pierwsze miało jednak miejsce w lipcu 1998 r. na wyspie Biak, gdzie wokół flagi zgromadził się tłum ośmielony pogłoską jakoby prezydent USA Bill Clinton interweniował u indonezyjskiego przywódcy Jusufa Habibiego w sprawie Papui Zachodniej. Manifestacje rozpędziło wojsko zabijając dziesiątki osób (wg. Innych źródeł ok. 100) w tym głównie kobiety. 7. Doniosłym ustępstwem Indonezji w kierunku Papui Zachodniej było nadanie jej autonomii co nastąpiło decyzją parlamentu na początku 2002 roku (zapowiadana od dawna). W myśl nowego prawa zmieniono oficjalną nazwę prowincji z Irian Jaya na Papua i zagwarantowano możliwość wywieszania lokalnej flagi obok indonezyjskiej. Miejscowe władze mogły odtąd zatrzymywać 80% dochodów z leśnictwa oraz 70% z przemysłu wydobywczego. Bezpośrednim następstwem wprowadzenia autonomii była intensyfikacja rabunkowej eksploatacji lasów tropikalnych. Nieusatysfakcjonowane Prezydium Rady Papui nadal domagało się pełnej niepodległości. W odpowiedzi rząd Indonezji nasilił prześladowania papuaskich działaczy. 10 listopada 2001 r został uprowadzony i zamordowany Theys Eluay – postać nr. 1 w ruchu niepodległościowym. Jego losy podzielił inny umiarkowany działacz niepodległościowy Yafeth Yelemaken, zamordowany w czerwcu 2002 r. W następstwie zabójstwa Eluaya w ruchu niepodległościowym zarysowały się dwa stanowiska. Pierwsze, któremu nadaje ton Thom Beanal możliwość uzyskania niepodległości doszukuje się w przeprowadzeniu przez ONZ referendum (podobnie jak na Timorze Wschodnim). Innego zdania jest głównodowodzący oddziałami Ruchu Wolnej Papui Mathias Wenda, który zapowiedział wznowienie walk pod koniec 2002 r. przez lepiej uzbrojoną i wyszkoloną partyzantkę. Dotąd partyzanci jak i inne bardziej luźne zbrojne grupy Papuasów do walki używały głównie łuków, włóczni, toporów czy karabinów własnej konstrukcji mając przeciwko sobie oddziały zaopatrzone w skomplikowany sprzęt wojskowy pozyskany min. od Wielkiej Brytanii i USA. Freeport i McMoran 8. Tym co sprawia, iż Indonezja tak zazdrośnie strzeże swojej najbardziej na wschód wysuniętego terytorium to potencjał surowców naturalnych jakich Papua Zachodnia dostarcza swojej samozwańczej macierzy a te występują tu w niezliczonej formie. Występuje tu między innymi złoto, drewno, miedź, gaz ziemny i ropa naftowa. Wiele z tych zasobów po dziś dzień nie jest eksploatowanych a wiele regionów pod tym kontem pozostaje niezbadana. Po dojściu do władzy przez Suharto wydano rozliczne koncesje firmom i koncernom z całego świata, które umożliwiły masowe eksploatowanie zasobów naturalnych Indonezji. Znajdujące się w Zachodniej Papui złoża niklu przypadły konsorcjum amerykańsko-europejskiemu, zasoby leśne uzyskały firmy z Japonii, Francji i Stanów Zjednoczonych. Dostęp do najcenniejszego źródła – mianowicie największego na świecie złoża złota oraz trzeciegoo do wielkości złoża miedzi przypadł w udziale amerykańskiemu koncernowi Freeport McMoran I tak oto w 1972 roku spółka „Freeport McMoran” po otrzymaniu koncesji przystąpiła do wydobywania miedzi, srebra i złota, który proceder kontynuuje po dziś dzień. Kopalnia ta znana jako „P.T. Freeport Indonesia” pozostaje największą kopalnią odkrywkową na świecie zajmując 26 tysięcy kilometrów kwadratowych. Usytuowana jest wysoko w górach na południowym stoku Masywu Carstensza. Do kopalni należy także m.in. zamknięte miasto Tembagapura, osiedle Kuala Kencana pod Timiką i port morski Amamapare oraz 120 kilometrowa droga łącząca te miejsca. 9. Cały proceder eksploatacji postępuje przy masowej degradacji środowiska naturalnego oraz nieposzanowaniu wierzeń i praw lokalnych plemion. Kopalnia pozyskuję rudę złota rozbierając świętą dla miejscowego plemienia Amungme górę Grasberg co stanowi jawne bezczeszczenie miejsca kultu. Górnicza inwazja wielokrotnie spotykała się z reakcją członków plemienia Amungme w ramach, której wielokrotnie dochodziło do niszczenia instalacji kopalni co powodowało ostrą reakcję ochraniającego Freeport oddziału indonezyjskich sił specjalnych. „Kopassus” Oddziały te sławiące się potwierdzonymi masakrami na Timorze Wschodnim oraz sławetnej akcji na wyspie Biak w 1998 roku wyposażone zostały przez Brytyjczyków – przeszkolone zaś przez armię australijską. Co warte wytłuszczenia „..Rząd australijskiego premiera Howarda ogłosił w grudniu ubiegłego roku, że w bazie australijskich sił specjalnych w okolicach Perth wznowiona zostanie "współpraca" armii australijskiej z oddziałami Kopassus”. Senator a zarazem minister obrony Australii John Hill miał określić je mianem „jednych z najbardziej efektywnych w odbijaniu porwanych samolotów czy uwalnianiu zakładników” niejako zapominając o bardziej wymownych dokonaniach indonezyjskich sił specjalnych. 13 marca 2006 roku doszło do starć w związku z demonstracjami o zamknięcie kopalnii. Indonezyjskie władze podały jedynie straty po stronie rządowej: śmierć trzech policjantów i jednego lotnika wojskowego. Według akredytowanej przy ONZ organizacji pozarządowej Franciscans International siły rządowe w działaniach przeciw tubylcom wielokrotnie naruszyły wówczas prawa człowieka. Doszło między innymi do egzekucji bez wyroku sądowego i torturowania dziesiątek studentów. Przed paroma laty doszło też do zastrzelenia dwóch zachodnich wspinaczy, którzy nie mieli pozwolenia na wejście na tereny podlegające kopalni. 10. Freeport jest dzisiaj prawdopodobnie największym źródłem zysków dla indonezyjskiego reżimu: firma ta przekazała Dżakarcie ponad 33 miliardy dolarów na przestrzeni ostatnich 15 lat. Wartość pozyskiwanych w kopalni złota i miedzi po wytopieniu szacuje się na przynajmniej dwa miliardy USD rocznie Mieszkańcy Zachodniej Papuii nie mieli jednak szansy skorzystać z tych dochodów. W grudniu ubiegłego roku, w dystrykcie Yahukimo zmarło z głodu 55 osób. Indonezyjska gazeta "The Jakarta Post" określiła występowanie głodu w tej "opływającej w bogactwa" prowincji "okrutną ironią". Udział Polski To co powinno wzbudzić naszą szczególną uwagę to niechybny pośredni udział Polski w procederze dozbrajania Indonezji. Jest to o tyle ważne, iż proces ten dopiero teraz zaczyna nabierać rozmachu i nadal istnieje potencjalna możliwość jego zahamowania. W czerwcu 2006 roku ministrowie obrony Polski i Indonezji podpisali w Dżakarcie umowę o współpracy w dziedzinie obronności. Zdaniem szefa MON Radosława Sikorskiego, Indonezja jest perspektywicznym rynkiem dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Przy wsparciu rządu polskie firmy zbrojeniowe zawierają kolejne kontrakty na dostawy sprzętu wojskowego do tego kraju. Pytany o wartość polskich kontraktów w Indonezji, Radosław Sikorski powiedział, że jest to ponad 100 mln dolarów, a w przyszłości może być znacznie więcej. Nadzieje snute przez Radosława Sikorskiego mogą znaleźć sobie odbicie w rzeczywistości. W listopadzie Minister obrony Indonezji Juwono Sudarsono poinformował, że wydatki na zbrojenia osiągną niemal 3 i pół miliarda dolarów. 1 miliard zostanie przeznaczony na kupno sprzętu wojskowego od Rosji, zaś pozostałą kwotę - jak powiedział Sudarsono - wyda na broń zakupioną w USA lub Polsce. Dodał, że w grze o lukratywne kontrakty pozostaje również Australia, Indie i Korea Południowa. Tymczasem podczas czerwcowej wizyty minister obrony Radosław Sikorski powiedział, że oprócz samolotów Skytruck i śmigłowców, sprzedają produkty o zaawansowanej technologii, m.in. systemy radarowe i stacje radiolokacyjne. Do Indonezji i na Filipiny przyjechała także liczna delegacja polskiego przemysłu obronnego, m.in. grupy zbrojeniowej Bumar, Agencji Rozwoju Przemysłu, polskich stoczni, fabryk śmigłowców i samolotów. Szef Bumaru dodał, że pracuje nad kolejnym kontraktem dotyczącym maszyn budowlanych dla marynarki wojennej Indonezji. Będzie to kontrakt o wartości 30 mln dolarów. Zdaniem ministra Sikorskiego, kontrakty polskich firm to praktyczny wymiar współpracy wojskowej. Indonezyjczycy otrzymają sprzęt, którego bardzo pilnie potrzebują. A w Polsce będziemy w naszych fabrykach ten sprzęt produkować, a z czasem technologie przekazywać Indonezyjczykom. Tak, aby nasze kraje mogły odnieść obopólne korzyści – powiedział Sikorski. Jak nie sposób dostrzec przedstawicieli polskiego rządu i zarządy spółek zbrojeniowych interesuje tylko wymiar finansowy podejmowanych inwestycji. Brak tu jakiejkolwiek refleksji nad celami jakim może posłużyć przetransferowana już broń teraz lub w niedalekiej przyszłości – a jak nie trudno wydedukować posłuży ona między innymi do zachowania integralności państwa. Oznacza to działania przeciwko wszelkim objawom secesji tj. w niedawnym zakończonym konflikcie w prowincji Aceh, Południowych Molukach czy najbardziej newralgicznym punkcie dla gospodarki Indonezji czyli Papui Zachodniej (Irian Jaya) – tutaj głównie działania przeciwko OPM. Rebelianci z Ruchu Wolnej Papui jak i postronne plemiona stawiające opór używają głównie łuków, oszczepów, toporów i karabinów własnej produkcji zaś armia indonezyjska i różnego ugrupowania militarne używają skomplikowanego sprzętu amerykańskiego i brytyjskiego – niebawem być może również polskiego… Czy my jako mieszkańcy kraju, którego rząd chce tworzyć (mniej lub bardziej świadomie) zbrojne zaplecze dla armii indonezyjskiej w obliczu dziejów wyżej naszkicowanych możemy pozostać bezczynnymi?? P.S: Mówiąc o winie Indonezji pamiętajmy, że mówimy tutaj o winie kolejnych rządów oraz armii zaangażowanej w działania o naturze otwarcie zbrojnej nie zaś o winie dużego i zróżnicowanego społeczeństwa indonezyjskiego. Powyższy tekst został sporządzony na bazie artykułów: - Michał Missala „Szczęśliwy Timor, Smutna Papua” - John Pilger „Zachodnia Papua – cicha wojna przeciwko bezbronnym” - oraz innych materiałów… http://www.pomagamy.pl/ni...go_zlota_cs.htm http://www.nodirtygold.org/take_action.cfm - tu możesz poprzeć akcje „Nie dla brudnego złota | |
| Legendy i Przepowiednie..... | |
Eksperyment "Filadelfia" >Na czym polegał ?? Eksperyment ten znany jako "Eksperyment Filadelfia" lub "Projekt Tęcza" rzekomo przeprowadzono w 1943 roku i polegał on na tym, iż Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych uczyniła niewidzialnym okręt USS "Eldridge", po czym teleportowała go wraz z załogą ze stoczni w Filadelfii do stoczni w Norfolk, w stanie Wirginia. >Co mówi legenda ?? W 1943 roku personel amerykańskiej marynarki wojennej przeszedł koszmar zmaterializowania się wewnątrz ściany lub bycia częściowo "wbudowanym" w kadłub innego pojazdu międzyplanetarnego, kiedy został wraz z okrętem wojennym przetransportowanym z Filadelfii do Wirginii. Niektórzy członkowie załogi zmaterializowali się wewnątrz grodu statku. Inni ludzie oszaleli wskutek tego, że stali się niewidzialni. >Oficjalne oświadczenie amerykańskiej marynarki wojennej "Przez wiele lat marynarka wojenna otrzymywała niezliczone pytania na temat tak zwanego eksperymentu "Filadelfia". (...) Geneza mitu o eksperymencie "Filadelfia" sięga 1955 roku, w którym pojawiła się publikacja The Case for UFO's (sprawa UFO) Morrisa K.Jessupa. Jakiś czas po ukazaniu się książki Jessup otrzymał list od Carlosa Miguela Allendego (który rzekomo uczestniczył we wspomnianym eksperymencie). Według Allendego, w czasie eksperymentu okręt uczyniono niewidzialnym i przetransportowano do Norfolk w Wirginii i z powrotem w ciągu kilku minut z okropnymi skutkami dla części załogi. Personel marynarki wojennej w Filadelfii uważa, że pytania dotyczące tak zwanego eksperymentu "Filadelfia" zrodziły się z całkiem rutynowych prac badawczych prowadzonych w czasie II wojny światowej w stoczni wojskowej w Filadelfii. Uważa się, że u podstaw fantastycznych opowieści legły eksperymenty z demagnetyzacją, które miały na celu uzyskanie efektu niewykrywalności czy też "niewidzialności" okrętów dla magnetycznych min. Office of Naval Research (ONR) nigdy nie prowadziło żadnych badań w dziedzinie niewidzialności ani w 1943 roku, ani w żadnym innym czasie (ONR powołało w 1946 roku). Naukowcy ONR są przekonani, że zgodnie ze współczesną wiedzą naukową, taki eksperyment nie jest możliwy i mógł się zdarzyć wyłącznie w świecie fantastyki naukowej." >Jaka jest prawda ?? Owszem, marynarka wojenna rzeczywiście prowadziło w 1943 roku eksperymenty nad "niewidzialnością", ale stosowała termin "niewidzialność" w specyficznym znaczeniu- "bycia niewykrywalnym przez wrogie torpedy magnetyczne". Aby osiągnąć taki efekt, wojskowi podobno wyposażyli niektóre okręty w specjalne śruby napędowe niesłyszalne dla radarów nieprzyjaciela. Ponadto owinęli gigantyczne ilości przewodów wokół okrętów i przesyłali przez nie prąd elektryczny po to, by "zatrzeć" ślad magnetyczny jednostek pływających. Najprawdopodobniej ktoś podsłuchał jednego z członków załogi niszczyciela "Eldridge" w barze, jak opowiadał o "niewidzialnym" okręcie. Ponadto, jak mówi ta legenda, jednej nocy "Eldridge" stał w dokach portowych w Filadelfii, następnie zniknął na kilka godzin, po czym wrócił na miejsce o świcie. Wydawało się to niemożliwe, ponieważ rejs z Filadelfii do Norfolk trwał dwa dni. W ten sposób cała historia zaczęła przybierać ostateczny kształt i kiedy pojawił się Allende ze swoimi domniemaniami, łatwe do wyjaśnienia wydarzenia zyskały aurę nadnaturalnych zjawisk. W poszukiwaniu Arki Noego >Fragment Biblii "Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: "Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem". [Tylko] Noego Pan darzył życzliwością." Księga Rodzaju >Co to jest Arka Noego ?? Arka Noego to ogromny statek zbudowany przez Noego, na którym zabrał on swoją rodzinę i wszystkie gatunki zwierząt na świecie w czasie wielkiego potopu opisywanego w Księdze Rodzaju. >Kiedy to było ?? Na podstawie wieku Adama i jego potomków wymienionych w Księdze Rodzaju Bóg rozczarował się ludzkością mniej więcej 8225 lat po stworzeniu Adama. Tego roku, czyli jak się powszechnie przyjmuje około 2345 roku p.n.e., gdy Noe miał 600 lat, Bóg dał mu instrukcje dotyczące skonstruowania arki i tego, co powinien w niej umieścić. Budowa arki zajęła Noemu 120 lat. Zgodnie z opisem, statek ten miał 300 łokci długości, 50 łokci szerokości i 30 łokci wysokości (137x23x14 metrów). Najwyraźniej Bóg cierpliwie czekał, aż Noe ukończy konstrukcję arki. Następnie Noe i jego rodzina (w sumie tylko 8 osób włącznie z Noem) zgromadzili wszystkie gatunki zwierząt ziemskich, w tym ssaki, ptaki, owady itd., załadowali je na pokład arki wraz z odpowiednio dużą ilością pożywienia dla wszystkich. Tydzień później zaczęło padać. Lało przez 40 dni i 40 nocy. Według Księgi Rodzaju "wody wezbrały i podniosły arkę ponad ziemię. Kiedy przybywało coraz więcej wody i poziom jej podniósł się coraz bardziej nad ziemię, tak że zakryły wszystkie góry wysokie, które były pod niebem". Księga Rodzaju mówi nam, że kiedy pasażerowie opuścili statek, "Miesiąca siódmego, siedemnastego dnia miesiąca arka osiadła na górach Ararat". >Prawdziwość potopu Zdaniem Roberta M.Besta, autora książki Noah's Ark and the Ziusudra Epic: Sumerian Origin of the Myth (Arka Noego i epos Ziusundry: sumeryjskie pochodzenie mitu), archeologiczne badania potwierdzają wystąpienie potopu na starożytnym Bliskim Wschodzie około 2900 roku p.n.e. Była to najprawdopodobniej klęska, na której oparto biblijną opowieść o Noem i wiele innych historii mitologicznych. Nie był to jednak potop o wielkim zasięgu, w żadnym razie nie globalny, i wynikał tylko z wielkiego wezbrania lokalnej rzeki. Najwidoczniej jakaś barka rzeczna wioząca bydło i owce przetrwała powódź, a wydarzenie to późniejsi autorzy "zaadaptowali", tak by utworzyć moralizującą opowieść mitologiczną. >Znalezienie Arki ?? Salih Bayraktutan, szef wydziału geologii na Uniwersytecie Ataturka w Turcji w styczniu 1994 roku poinformowała dziennikarzy całego świata o największym być może odkryciu w historii archeologii. Tureckie władze były przekonane, że przypadkowo odnaleziono pozostałości statku, który według biblijnej Księgi Rodzaju zbudował Noe, aby ocalić się przez Potopem. "Statek" spoczywał na wysokości ok. 2 tysiące metrów nad poziomem morza na zboczach gór Tendurek we wschodniej części kraju, około 28 km. na południe od najwyższej góry Turcji- Araratu. "Skamieniały statek" po raz pierwszy został zauważony w 1959 roku, podczas rutynowych pomiarów terenu, prowadzonych przez tureckie lotnictwo wojskowe. >Odkrycie nowej Arki Noego Kolejna Arka Noego znaleziona została tym razem przez Chińczyków. Dwaj podróżnicy z Honkongu A.Juan i B.Lee twierdzą, że na górze Ararat odkryli szczątki znanej powszechnie od czasów Potopu Arki Noego. Odkrycie znajduje się około 18 kilometrów od uważanego dotychczas za oficjalne miejsce spoczynku odłamków tego biblijnego środka transportu. O swoim znalezisku poinformowali honkongską gazetę South China Moming Post. Chińscy odkrywcy twierdzą, że dotarli na Ararat w październiku br. po nieznanych ścieżkach, wskazujących im przez miejscowych Kurdów. Według ich relacji Arka ma się podobno znajdować na wysokości około 4200 metrów nad poziomem morza. Opisując swoje znalezisko powiedzieli w wywiadzie: "Zobaczyliśmy zlodowaconą drewnianą platformę z fragmentami ścian na jej bokach. Wszystko to przypominało pozostałości ogromnej drewnianej skrzynki". Podróżnicy z Honkongu wykonali nagranie filmu wideo, ale jakaś "niesamowita siła" zepsuła ich kamerę w trakcie filmowania Arki. W rezultacie tego nieprzewidzianego zdarzenia jedynym dowodem niezwykłego odkrycia stały się "dość mętne" fotografie, na których obaj Chińczycy są widoczni na tle zaśnieżonego stoku góry oraz niewyraźnego ciemnego obiektu. Oprócz przytoczonych relacji odkrycia Arki Noego istnieje na pewno wiele innych. Która z nich jest tą prawdziwą ?? Tego na razie się nie dowiemy. Nikt z nas nie wątpi, że z Piramidą Cheopsa wiąże się wiele niewyjaśnionych zagadek. Ten obiekt, uznany za jeden z siedmiu cudów świata, możemy zaliczyć do najbardziej tajemniczych budowli na Ziemi. >Piramida Cheopsa ?? Historia z piramidą Cheopsa opiera się na odkryciu dokonanym w 1837 roku przez Howarda Vysea. W piramidzie znalazł kartusze z wypisanym imieniem "Chufu", czyli "Cheops". Świadczyłoby to, że piramidę zbudowano za panowania Cheopsa, lecz gdyby dokładniej przyjrzeć się dowodom, okazałoby się, że nie jest to takie pewne. Napis ten został prawdopodobnie sfałszowany przez samego Vysea, pragnącego rozgłosu. Stwierdzono, że napis zawiera znaki, które za panowania tego faraona jeszcze nie istniały. Drugim dowodem na fałszerstwo napisu jest błąd ortograficzny. Istnieje jeszcze jeden dowód przemawiający za inną datą powstania piramidy. W roku 1850 Jean-Pierre Mariette wykopał w pobliżu piramidy stellę, pobudowaną dla uczczenia prac nad świątynią Izydy. Z umieszczonego na niej tekstu możemy dowiedzieć się, że piramida już stała, podczas gdy Cheops budował ową świątynię. >Zagadki piramidy Piramida stoi prawie dokładnie na osi Północ-Południe. Kiedyś stała dokładnie na osi N-S, odchylenie powstało wskutek dryfu kontynentów. Południk biegnący przez piramidę jest najdłuższym biegnącym przez ląd. Dzieli on jednocześnie morza i kontynenty na dwie równe części. Południk przechodzący przez środek piramidy tworzy z równoleżnikiem przechodzącym przez piramidę Mykerinosa i z linią prostą łączącą te dwa punkty trójkąt pitagorejski. Wysokość piramidy podniesiona do dziesiątej potęgi jest równa średniej odległości Ziemi od Słońca. Wokół Wielkiej Piramidy krąży wiele nieprawdziwych mitów takich jak: kąty piramidy dzielą deltę Nilu na dwie równe części, ani to, że jest ona zegarem słonecznym , pokazującym pory i długość roku. Niewątpliwie fałszem jest fakt, iż długość boku podstawy wynosi 365 342 łokci egipskich i jest równa liczbie dni roku słonecznego w tropikach. >Przekaz Herodota Najdokładniejsze informacje o budowie piramid podaje Herodot. W 450 roku p.n.e. podróżował on po Egipcie. W centrum jego zainteresowania znalazła się piramida, o którą wypytywał kapłanów. Nasza dzisiejsza wiedza w tej kwestii opiera się głównie na jego przekazie. Otóż, najpierw zbudowano drogę, po której sprowadzano nad Nil bloki kamienne z gór libijskich. Praca ta trwała 10 lat. W tym samym czasie przygotowywano grobowce. Właściwą piramidę budowano, jak podaje Herodot, 20 lat. 100 tysięcy ludzi pracowało każdego roku przez 3 miesiące na budowie, w czasie wylewów Nilu, kiedy woda paraliżowała prace w polu. Usypane rampy, pochylnie i całą sieć kołowrotów i dźwigni służyły do transportu ponad 2 milionów bloków wapiennych. >Przepowiednia Majów Dziś już wiadomo, że w piramidzie nie znajduje się grobowiec Cheopsa. Według przepowiedni Majów i starożytnych Egipcjan, Wielka Piramida jest źródłem potężnego systemu energetycznego, połączonego z energią pozaziemską, który może ochronić naszą planetę podczas zmian, które nieuchronnie ma przynieść rok 2012. Aby uchronić ten system, należy znaleźć prawdziwy grobowiec Cheopsa i przenieść jego mumię do sarkofagu w Wielkiej Piramidzie oraz odnaleźć wejście do opisywanego przez Herodota Wielkiego Labiryntu i dostać się do tzw. "wielkiego koła", gdzie potomkowie Atlantydów złożyli kamienne tablice, na których została spisana historia ziemskich cywilizacji. >Car polarny Około 1865 roku Anglik, John Taylor, dokonał skomplikowanych wyliczeń, na podstawie których stwierdził, że w Wielkiej Piramidzie zakodowane zostały wszystkie wydarzenia z przeszłości oraz te dotyczące przyszłości świata. Jego zdaniem, piramida obrazuje 6000 lat ludzkiej historii, poczynając od narodzin Adama (4000 lat przed Chrystusem) aż do końca świata. Podobno każdemu korytarzowi i każdej komorze odpowiada jakiś okres historyczny. Matematyk ten wyznaczył "cal polarny". Ustalono, że do pewnego momentu korytarz Wielkiej Piramidy wznosi się. Według obliczeń oznacza to historię ludzkości do 1914 roku, który jakoby miał kończyć w dziejach ludzkości okres harmonii i ładu. Potem następuje "Wielki Stopień", czyli rok 1914, po którym korytarz opada, zaś wydarzenia jakby przyspieszają. Zdaniem niektórych badaczy, zwłaszcza według Anglika Thamsona, historia ludzkości miała kończyć się w roku 2001. Dziś możemy stwierdzić, że się mylili. >Piramida Cheopsa, a UFO W rozdziale Piramidy, a UFO w książce "Tajemstvi pyramid autorstwa Challi El Hakima można przeczytać o zdarzeniu, którego świadkami byli duńscy i francuscy archeolodzy. 12 stycznia 1990 roku nad piramidą Cheopsa pojawiło się UFO. Zatrzymało się tam na około 3 minuty, oświetliło swoim światłem całą podstawę piramidy, następnie za pomocą specjalnego wysięgnika wybrało spod jednej kamiennej kostki jakąś czarną skrzynkę, po czym obiekt bardzo szybko odleciał. Archeolodzy sfotografowali to zdarzenie, jednak film okazał się dziwnie naświetlony i UFO było widoczne tylko na małej części zdjęcia. W tym samym czasie stacje radarowe w okolicy Kairu zarejestrowały wtargnięcie w przestrzeń powietrzną Egiptu nieznanego obiektu i jego bardzo szybki odlot. >Napoleon w piramidzie Najbardziej zagadkowym okresem życia Napoleona była jego wyprawa do Egiptu w roku 1798. Napoleon chciał za wszelką cenę dostać się do Piramidy Cheopsa, co mu się wreszcie udało. Kulisy tego wydarzenia odsłoniła telewizja Discovery w programie "Obsesje Napoleona- Egipt". Z przedstawionych tam materiałów wynika, że Cesarz poprosił wszystkich o to, aby pozostawić go samego w Komnacie Królewskiej Wielkiej Piramidy. Przebywał tam ponad godzinę. Kiedy wreszcie zaniepokojeni oficerowie Napoleona wysłali jednego z nich do komnaty, ten ujrzał niezwykły widok. Napoleon Bonaparte był wstrząśnięty czymś, co zobaczył. Cesarz znany był z tego, że mówił tylko prawdę. Na pytanie, co wydarzyło się w komnacie królewskiej Bonaparte odpowiedział: "Nieważne. I tak by nikt nie uwierzył !" Wiadomo, że w Piramidzie doszło do wydarzenia, które można uznać za wyjątkowe. Do tej pory pojawiają się opinie, że do Napoleona w Piramidzie przyszedł duch Aleksandra Macedońskiego. Jest jednak teoria, według której Bonaparte był wcieleniem wyższej istoty, której jedno z wcieleń przebiegało w innym świecie, w którym przebywają prawdziwi "budowniczowie piramidy". Zwolennicy tej teorii twierdzą, że kiedy Korsykanin przebywał w piramidzie otworzy się sekretny tunel do ukrytej "komnaty wiedzy". Tajemnice Majów >Wprowadzenie Majowie przybyli z Azji do Ameryki Południowej w czasie ostatniej epoki lodowcowej- około 12 000 lat temu. Zamieszkiwali południowo- wschodnią część obecnego Meksyku, Gwatemalę i część Hondurasu. Pozostawili po sobie wiele niewyjaśnionych dotąd zagadek, nad którymi zastanawiają się współcześni naukowcy. Nie wiadomo bowiem skąd ci prości ludzie posiedli niezwykłą wiedzę matematyczną i astronomiczną. Bez żadnych precyzyjnych instrumentów potrafili wyznaczyć obieg Ziemi i Księżyca wokół Słońca oraz cykle innych ciał niebieskich. >Nawigatorzy Czasu Nieco informacji na ten temat dostarczają nam przekazy samych Majów, pochodzące z ich świętej księgi Popol Vuh oraz sesji chanellingowych. Majowie określają siebie nawigatorami Czasu, panami iluzjil, którzy pokonali czas i przestrzeń. Dzięki zdolności do podróży międzywymiarowych zdobyli Najwyższą Wiedzę Wszechświata. Wielokrotnie inkarnowali na różnych planetach, by pomóc sobie w procesie harmonizacji. Zawitali również na Ziemię, oferując nam swoją pomoc i niezwykłą wiedzę. >Zniknięcie Majów Najbardziej niezwykłe i tajemnicze wydaje się jednak być zniknięcie Majów. Wydarzenie to antropolodzy datują na X w.n.e, jednak inne dane, odkodowane z przekazów Majów, wskazują na połowę VIII w. Próbując wyjaśnić to wydarzenie, naukowcy budują wiele hipotez, odwołujących się do zjawisk geologicznych, klimatycznych itp. Lecz istnieje jeszcze jedno wytłumaczenie: być może Majowie celowo i świadomie opuścili Ziemię. >Przebiegunowanie Ziemi Patrick Geryl i Gino Ratinckx od wielu lat badają zagadki przeszłości. Od pewnego czasu poświęcili się analizie proroctw Majów i Egipcjan. Złamali oni starożytne szyfry gwiezdne sprzed 10 000 lat, jak choćby tajemniczy znak z Dendery. Ma tam być zawarte ostrzeżenie o zjawisku związanym ze Słońcem, które było znane starożytnym ludom, a którego nie są świadomi współcześni naukowcy. Polegać ma ono na tym, że co 12 tysięcy lat nasza gwiazda przeżywa stan hiperaktywności, co w katastrofalny sposób wpływa na naszą planetę. Słońce zaczyna bowiem emitować tak potężne promieniowanie elektromagnetyczne, że jądro Ziemi zaczyna pełnić funkcję cewki elektromagnetycznej, w efekcie czego dochodzi do zmiany ziemskich biegunów. Zapiski pozostawione przez Majów czy Egipcjan pozwoliły precyzyjnie określić datę ostatniej hiperaktywności Słońca, a miało to miejsce w roku 9792 p.n.e. Niepokojące jest to, że data ta idealnie pokrywa się z ustaleniami geologów, którzy podejrzewają, że właśnie wtedy na Ziemi doszło do gigantycznego potopu. Majowie wiedzieli, że tego typu zjawisko jest czymś normalnym dla gwiazd wielkości naszego Słońća i w dziejach Ziemi powtarza się cyklicznie- właśnie co 11,5 tysiąca lat. Psychologia Alternatywna - Kalendarz Majów 2012 r. >Koniec świata Odczytanie przesłania Majów pozwoliło ustalić, że pierwszym efektem wzmożonej aktywności Słońca będzie zmiana Wenus, która na naszym niebie zamieni się w płonącą pochodnię. W swojej książce "Proroctwo Oriona na rok 2012" autorzy podają dokładną datę czegoś, co ma zmienić na zawsze naszą planetę i zapoczątkować nową erę w dziejach ludzkości. 21 grudnia 2012 roku ma dojść do niespotykanego ustawienia planet, które zawsze związne jest z morderczą fazą aktywności Słońca. Wtedy dojdzie do przebiegunowania Ziemi, a wszystko ma rozegrać się w czasie kilkunastu godzin. Więcej na ten temat znajdziesz tu. >Kalendarz Majów Kalendarz Majów stanowił kombinację dwóch kalendarzy, rytualnego tzolkin oraz słonecznego haab. Za początkowe dni kalendarza Majów podawane są m.in. 10 lutego 3641 p.n.e, 10 sierpnia 3214 p.n.e. i 13 sierpnia 3113 p.n.e. Kalendarz Majów kończy się w 2012 roku n.e. Prawdopodobnie spowodowane to jest ich wizją związaną z przebiegunowaniem Ziemi Tajemnice Wyspy Wielkanocnej >Wprowadzenie Wyspa Wielkanocna oddalona jest o 2000 km. od najbliższej wyspy, od lądu stałego 4000 km. Pierwsi ludzie przybyli tam najprawdopodobniej z zachodnich wysp Polinezji. Europejczycy pojawili się tu w niedzielę wielkanocną 1722 roku (stąd nazwa wyspy). Jej powierzchnia wynosi około 160 km2. Jest pochodzenia wulkanicznego. >Tajemnicze posągi Największą i póki co do końca nie rozwiązaną tajemnicą Wyspy Wielkanocnej są wielkie posągi na niej się znajdujące, zwane przez Polinezyjczyków moai. Na wyspie istnieje około 1000 gigantycznych posągów mierzących od 1 do 21 metrów wysokości, a przedstawiających najprawdopodobniej sławnych wodzów lub dawno zmarłych przodków. Wykonano je z tufu, kamienia składającego się ze sprasowanego popiołu wulkanicznego z Rano Raraku, niewysokiego szczytu wulkanu we wschodniej części wyspy. >Największy posąg Największy posąg Wyspy Wielkanocnej zwany Paro leży teraz w kawałkach przed swoim ahu (kamiennej platformie). Ma prawie 9,8 metra wysokości, waży 82 tony. Profesor William Mulloy z Uniwersytetu w Wyoming obliczył, że Paro rzeźbiło 30 ludzi przez rok, 90 ludzi przez dwa miesiące transportowano go blisko 6 km. na wybrzeże, 90 mężczyzn przez trzy miesiące ustawiało go w pionie. >Narodziny posągu Częściowo wyrzeźbione posągi, wyżłobione w wulkanicznej skale, nadal leżą w kamieniołomach. Odnajduje się tam porzucone narzędzia zwane w języku mieszkańców Rapa Nui -toki. Są to topory z bazaltu, czarnej skały wulkanicznej występującej w grudkach pośród miększego tufu. W kamieniołomach pozostały 394 posągi w różnym stopniu zaawansowania prac. Niektóre mają tylko zarysowane twarze, kilka jest prawie gotowych- zabrakło zaledwie paru uderzeń topora, by oddzielić je od skały. Część posągów leży na plecach, część na boku w niszach skalnych , jak ciała w katakumbach. Inne- gotowe podparte na okrągłych kamieniach, czekają już tylko na transport. >Transport posągów Na posągach nie ma żadnych rys, co znaczy, że do przesuwania ich używano prawdopodobnie ochronnych drewnianych "kołysek". Wyspa jest pozbawiona dzisiaj drzew, choć istnieją dowody, że była kiedyś gęsto zalesiona. Stąd przypuszczenie, że drewno wykorzystano do transportu. Nieżyjący już profesor William Mulloy z Uniwersytetu w Wyoming zasugerował w latach 70., że posągi, umocowane w drewnianej "kołysce" czy też na płozach, transportowano twarzą do dołu. Uważał, że brzuchate moai właśnie tak mogły być ułożone i przesuwane do przodu między dwoma potężnymi balami. Inną teorię transportu posągów przedstawił profesor Charles Love z Western Wyoming College, który twierdził, że przesuwano je w pozycji pionowej. Aby sprawdzić swoją koncepcję, odlał betonową kopię posągu i umieścił ją na drewnianych płozach poruszanych na drewnianych wałkach. Metoda ta okazała się skuteczna w wypadku kopii, jednak nie wszystkie posągi miały dostatecznie duże podstawy, aby można je było tak transportować. Dr Van Tilburg, która zbadała 47 posągów leżących wzdłuż drogi między Rano Raraku a ahu, sugerowała, że pomniki transportowano głównie ułożone w poziomie. Posąg, być może ze względów ochronnych, częściowo okrywano, zanim umieszczano go na drewnianych płozach, które ciągnięto na wałkach za pomocą dźwigni oraz mocnych lin. >Niewidome posągi Rząd 25 postaci spoglądających na Wyspę Wielkanocną ze swojego ahu na północnym wybrzeżu docierało na miejsce przeznaczenia "niewidome". Dopiero po ich ustawieniu robotnicy rzeźbili oczodoły, a następnie umieszczali w nich oczy z białego koralu i czerwonej skorii. >Rongo-rongo Na wyspie znaleziono tabliczki pokryte pismem, zwanym rongo-rongo. Cały czas trwają próby rozszyfrowania tajemniczego pisma. Jest kilka teorii na jego pochodzenie. Autorem jednej z nich jest Polak profesor Szałek. Ten człowiek doszukał się analogii pomiędzy językiem węgierskim, japońskim i pismem z Doliny Indusu w Indiach. Szałek stwierdził, że najprawdopodobniej około 7000 lat p.n.e istniało państwo, w którym żyły ludy, będące przodkami dzisiejszych Japończyków, Węgrów i Finów. Miało ono znajdować się w wymienionej wcześniej Dolinie Indusu. Według Polaka to właśnie tam swoje źródło miały mieć teksty wyryte na tabliczkach rongo-rongo. >Teoria Dänikena Według Ericha von Dänikena- autora teorii wpływu istot pozaziemskich na życie ludzi w czasach przedhistorycznych, właśnie istoty "nie z tej Ziemi" byłyby w stanie wyrzeźbić ogromne figury z Wyspy Wielkanocnej i tam je ustawić. >Zagrożenie zniszczenia posągów Ponad 500 posągów Wyspy Wielkanocnej znajduje się dziś w bardzo złym stanie, a około 30 posągów i miejsc ceremonialnych zagrożonych jest zniszczeniem i to już w ciągu najbliższych 5 lat- donosi chilijski dziennik "La Tercera". Kod świętego Graala >Czym jest święty Graal ?? Tutaj napotykamy multum wizji, zapewnień, dowodów. Według najpopularniejszej spośród teorii, jest kielichem, z którego Jezus Chrystus pił wino podczas Ostatniej Wieczerzy, zaś Józef Z Arytmatei (bogaty kupiec żydowski i według niektórych- powinowaty Chrystusa) zbierał do niego krew cieknącą z ran Chrystusa. >Inne teorie Według innej teorii, Graal jest Całunem, w który owienięto ciało martwego Chrystusa. Całun ten podobno odnaleźli templariusze podczas prac wykopaliskowych prowadzonych przez nich w Świątyni w Jerozolimie. Możliwe, że jest to ten sam słynny Całun Turyński. Biblia podsuwa nam jeszcze jedno rozwiązanie- naczynie z perfumami, którymi Maria Magdalena skropiła nogi Jezusa. Niektórzy badacze (n.p Graham Phiilips) przypisuje temu naczyniu moc mistyczną, podobną do tej, jaką opisują zwolennicy teorii "kielicha". Równie często wspomina się, że Graalem może być nie kielich, ale taca. Według części badaczy św. Graal jest silnie związany z tradycjami celtyckmi i germańskimi. Na przykład ze świętymi kamieniami. Pochodzenie tych kamieni nie jest znane. Wielu mówi o lapis coelis, kamieniach, które spadły z nieba (meteoryty?), niedowiarkowie wskazują na zwykłe głazy morenowe. Faktem jest, iż obiekty te odgrywały w kulturalnym i religijnym życiu Germanów i Celtów sporą rolę- przy nich odbywały się narady plemienne (thingi), na nich składano ofiary. Przypisywano im moc magiczną- kamień taki potrafił podobno mówić. Głos owego lapis coelis był słyszalny w momencie obioru nowego króla. Przyszły władca stawał na głazie, który w chwili, gdy stawał na nim prawowierny król, przemawiał ludzkim głosem. Czasami też zaczynał żarzyć się nieziemskim światłem (jak Graal!), lub leczyć chorych. Innym celtyckim motywem w interpretacjach Graala była teoria, jakoby nasz obiekt zainteresowania był jednym ze świętych kotłów (cauldrons). Kotły te były odpowiednikiem rogu obfitości- zapewniały dostatek, zdrowie, udane plony, były źródłem pożywienia w chwilach głodu. Częstokroć potrafiły, dzięki ukrytej w nich mocy Bogini Matki przywracać do życia poległych w walce wojowników. W jednej z legend walijskich król Artur (będący jednym z najważniejszych bohaterów celtyckich), wyrusza na poszukiwanie kotła pełego pereł, który miał moc wskrzeszania zmarłych i przywracania zdrowia rannym. Inna, bardziej wspólczesna teoria, głosi, iż Graal był materiałem radioaktywnym. Wskazywano na opisywane w eposach i podaniach właściwości Graala - jasne światło (promieniowanie!), właściwości, tak lecznicze, jak i groźne dla człowieka -osoby "niegodne" przebywając zbyt długo w pobliżu Graala zapadały na dziwną chorobę, lub umierały w mękach. Fascynację Graalem zauważalną u Hitlera oraz jego organizacji Ahnenerbe ("Dziedzictwo"), filii SS zajmującej się tego typu badaniami, tłumaczono możliwością zastosowania Graala jako Wunderwaffe, która miała doprowadzić Rzeszę do zwycięstwa. >Etymologia słowa Skąd wzięła się nazwa świętego Graala ?? Niektórzy wskazują na łacińskie słowo "gradualis" (stopień) jako źródłosłów. Według tych badaczy Graal może być postrzegany jako kolejny stopień (prawdopodobnie) oświecenia, którego zwieńczeniem jest całkowita wiedza, dająca moc równą Boskiej. Zgodnie z hindustycznymi tradycjami, Graal jest jednym ze szczebli, po których wspinamy się dążąc do nirwany. Inni etymolodzy twierdzą, że słowo da się przetłumaczyć jako "naczynie" (inne wersje: "talerz", "puchar"), co bardziej odpowiadałoby najpopularniejszej chyba spośród wizualizacji Graala. Teoria ta oparta jest na słowie "gradule", obecnym w języku starofrancuskim oraz łacinie. "Sang Real"- Krew Królów. Tak według niektórych brzmi prawidłowa odpowiedź na pytanie o pochodzenie słowa. Według tych uczonych prawdziwym Graalem jest pochodzenie- geny Jezusa Chrystusa i jego rodu, legitymujące do uznania się za Nadczłowieka. Nie są to jedyne spośród rozwiązań. Przeplatają się tutaj wiccenie, Aganrtha, spiskowcy kabalistyczni, tarot, psychurgowie, poszukiwacze UFO, uważający, iż Graal może być kodem ułatwiającym Kontakt... >Odnalezienie świętego Graala Pod koniec listopada 2004 roku, para brytyjskich kryptologów, Oliver i Sheila Lawnowie, ogłosiła, iż udało im się odczytać kod wiodący do Graala, wyryty na pomniku pasterza w Shoughborough, w hrabstwie Staffordshire. Kluczem do odnalezienia ma być napis wyryty na wspomnianym pomniku. Od wielu dziesięcioleci napis ten spędza sen z powiek wielu badaczom, wśród próbujących go odszyfrować był podobno sam Karol Darwin. Tymczasem, jak zapewnia Oliver Lawn, odczytanie tego kodu jest trudniejsze od złamania szyfru "Enigmy". Pomnik pasterza w Shoughborough zamówił w 1748 roku Thomas Anson, ówczesny lord Lichfield. Jego wykonawcą był francuski artysta Nicholas Poussin. Według nieoficjalnych źródeł, był on tajnym mistrzem zakonu templariuszy.Warto w tym miejscu wspomnieć, że do tegoż zakonu należeli również Leonardo Da Vinci, Victor Hugo oraz Issack Newton, a także wiele innych mniej lub bardziej znanych osobistości świata i nauki. Wyryty na pomniku napis ma być podobno przesłaniem od tajnego stowarzyszenia o nazwie Klasztor Syjonu, w którego skład wchodzą templariusze, od ponad 700 lat w ukryciu czuwający nad Graalem. Klasztor Syjonu z kolei ma być organizacją kierującą światowym spiskiem, mającym na celu ukrycie prawdy o następcach Jezusa. Według tej koncepcji, Chrystus nie umarł na krzyżu, ale razem ze swoją matką Marią oraz Józefem z Arymatei i żoną Marią Magdaleną przedostał się z Jerozolimy do Galii, czyli dzisiejszej Francji. Potomstwo Jezusa i Marii Magdaleny dało początek frankońskiej dynastii Merowingów, która do dziś w tajny sposób włada światem. >Gdzie szukać świętego Graala Oliver i Sheila Lawnowie twierdzą, że złamali kod, nie poinformowali jednak, gdzie spoczywa swięty Graal, ani czym on właściwie jest. Z działalnością templariuszy wiążą się też podziemia odkryte na początku stycznia 2005 roku w mieście Hertford. Stanowią one komory wraz z tunelami łączącymi dawny zamek i kilka punktów w mieście, między innymi kościół pod wezwaniem Świętej Marii. Badania były prowadzone przez archeologów, geologów i historyków Uniwersytetu Londyńskiego. Według ich ustaleń, tunele mogą być drogowskazem do miejsca, w których spoczywa święty Graal. Miejscowe podania przekazywane z pokolenia na pokolenie mówią, że templariusze, po rozwiązniu zakonu przez papieża, ukryli swoje skarby właśnie w okolicach Hertford. Wśród nich mógł znajdować się również święty Graal. >Droga świętego Graala Odkrycie Graala jest przypisywane cesarzowej Helenie, matce cesarza Konstantyna. Miała ona w 327 roku nakazać przeniesienie Graala z grobu Jezusa do Rzymu. Gdy w 410 roku barbarzyńcy zaatakowali Rzym, Graala przewieziono do Wielkiej Brytanii, którą nadal okupowali Rzymianie. Ukryto go w mieście Yiroconium, w dzisiejszym hrabstwie Shropshire, powierzając opiece miejscowego króla. Był to mityczny król Artur. Mimo upadku Camelotu i arturańskiego władztwa Graal nadal pozostał w Wielkiej Brytanii, tyle że w ukryciu. Po podbiciu wysp brytyjskich przez Wilhelma Zdobywcę, dawne ziemie Artura oraz Graal dostały się w ręcę normadziego szlachcica Payna Peverila, stając się odtąd rodowym skarbem Peverilów. Ślad Graala urwał się ostatecznie w XIX wieku wraz z bezpotomną śmiercią ostatniego z Peverilów. >Co się stało z Graalem ?? Spokrewniony z rodem Peverilów brytyjczyk Walter Langham w latach 20. XX wieku w ruinach kaplicy w Hawkstone Park odnalazł starożytny pucharek, wykonany z zielonego onyksu. Uznał (a za nim wielu badaczy), że to Graal cesarzowej Heleny. Zagadkowość piramid >Wstęp W ciągu ostatnich kilkunastu lat tejemnicze zjawiska zachodzące we wnętrzu piramid były przedmiotem bardzo licznych artykułów w prasie codziennej. Środowiska naukowe z dużą rezerwą odniosły się jednak do sensacyjnych doniesień o różnorodnych przejawach "energii piramid", gdyż wiadomości te były po prostu zbyt nieprawdopodobne,aby mogły być prawdziwe. >Co to jest piramidogia ?? Piramidologia" to termin ogólny, oznaczający badania wymiarów piramidy i próby ich interpretacji w celu udowodnienia, że kryją w sobie przepowiednie lub zawierają informacje wyprzedzające nowoczesne odkrycia naukowe. Zainteresowanie zagadką piramid upowszechniło się dzięki szkockiemu astronomowi królewskiemu, Charlesowi Piazziemu Smythowi. Jego badania nad piramidami, prowadzone w Egipcie, zaowocowały wydaną w latach sześćdziesiątych XIX wieku książką Our Inheritance in the Great Pyramid. Był to pierwszy z tomów długiej serii niezwykle drobiazgowych analiz. W swoich pracach Smyth przedstawił wyniki obliczeń, wskazując na związek wymiarów Wielkiej Piramidy z danymi astronomicznymi. Twierdził na przykład, że jej obwód jest zgodny z długością roku słonecznego, stosunek wysokości do powierzchni podstawy równa się pi, a wysokość pomnożona przez 10 do dziewiątej potęgi daje wynik równy odległości Ziemi od Słońca. Obliczenia Smytha przyniosły mu wielki rozgłos, dopóki inni badacze nie sprawdzili ich rzetelności i nie stwierdzili, że są bardzo nieścisłe. >Przepowiednie Tajemnicze przepowiednie, zakodowane w wymiarach piramidy, także się nie spełniły. Posługując się osobliwymi jednostkami miary przepowiadano między innymi Drugie Nadejście Chrystusa w latach 1881, 1911 i 1936. Wyznaczono nawet datę Dnia Sądu Ostatecznego na 20 sierpnia 1953 r. >Mumifikacja Francuski badacz Antoine Bovis odkrył podczas zwiedzania komory grobowej piramidy Cheopsa zjawisko mumifikacji. Ciała nieżywych zwierząt nie uległy biologicznemu rozkładowi lecz odwodnieniu i zasuszeniu. Bovis wpadł jako pierwszy na pomysł zastosowania energii piramid w celu wzmocnienia sił witalnych organizmu. >Doświadczenie z żyletką Niezwykłe oddziaływanie piramid zainspirowało do eksperymentów czeskiego elektryka Karela Drbala. Wykorzystując energię piramid skonstruował on i opatentował w 1959 roku przyrząd do ostrzenia żyletek, nadając mu nazwę "Przyrząd do ostrzenia żyletek- Cheops". Składa się on z pojemnika w kształcie piramidy, do którego wkłada się żyletkę. Ostrze żyletki jak wykazywały liczne doświadczenia regeneruje się w piramidzie. >Rośliny w piramidach Eksperymenty Drbala odbiły się szerokim echem na całym świecie i pociągnęły za sobą serię doświadczeń z wykorzystaniem piramid, w tym oddziaływaniem piramid na organizmy żywe. W wyniku eksperymentów stwierdzono, iż niebywałe rezultaty przynosi poddawanie żywych roślin i zwierząt oddiaływaniu piramid. Amerykańscy badacze Flanagan, Schul i Pettit podlewali wodą przetrzymywaną w piramidzie rośliny. Doświadczenia wykazały, że wzrost takich roślin jest znacznie bujniejszy niż w innych rosnących na tym samym poletku, a nie podlewanym wodą z piramidy. >Kolejny eksperyment Patrick Flanagan umieścił nad głową badanego, w chwili gdy ten miał oczy zamknięte, piramidę o podstawie dwóch stóp. Gdy piramida znajdowała się nad jego głową do głośnika dotarły silne fale alfa. Po usunięciu piramidy fale alfa zanikły. Doświadczenie te powtarzano na innych osobach i uzyskiwano takie same wyniki. Fale alfa pojawiają się przy przechodzeniu i przejściu w wyższe stany świadomości. >Uczony o piramidach Żyjący w XII wieku hiszpański uczony i mistyk żydowskiego pochodzenia Abraham Abulafi powiadał: "Piramida to wiedzy tajemnej esencja. W niej odnajdziesz wielkie Prawdy. Poznasz prawa proporcji i umiaru. Piramida dumna stoi milczeniem nabrzmiałych treściami. Znaczeń w niej labirynt cały. W niej świat spisany." Radził również: "Stań u szczytu piramidy, a w centrum się znajdziesz Całości. Sześć piramid sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumieniem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko już pojął..." >Piramidy leczą Obserwując ludzi, którzy zainteresowali się piramidami i systematycznie korzystają z terapii z ich pomocą, ze sprzętu piramidopochodnego, jak również wody, czy folii aluminiowej naenergetyzowanych w piramidach, można stwierdzić nie tylko korzystne zmiany ich stanu zdrowia, ale również mentalności. Chodzi o pewnego rodzaju wyciszenie, uspokojenie, a nieraz i modyfikację sposobu życia. W czeskim czasopiśmie opisano przypadek cofnięcia się cukrzycy u partnera właścicielki dziewięciometrowej, dwukondygnacyjnej, mieszkalnej piramidy we Frandlandzie nad Ostrawicą. Stan zdrowia tego człowieka, po półrocznym zamieszkiwaniu w piramidzie tak dalece się poprawił, że obecnie nie pobiera on insuliny, ani nie stosuje żadnej diety. >Piramidy, a UFO W rozdziale Piramidy, a UFO w książce "Tajemstvi pyramid autorstwa Challi El Hakima można przeczytać o zdarzeniu, którego świadkami byli duńscy i francuscy archeolodzy. 12 stycznia 1990 roku nad piramidą Cheopsa pojawiło się UFO. Zatrzymało się tam na około 3 minuty, oświetliło swoim światłem całą podstawę piramidy, następnie za pomocą specjalnego wysięgnika wybrało spod jednej kamiennej kostki jakąś czarną skrzynkę, po czym obiekt bardzo szybko odleciał. Archeolodzy sfotografowali to zdarzenie, jednak film okazał się dziwnie naświetlony i UFO było widoczne tylko na małej części zdjęcia. W tym samym czasie stacje radarowew okolicy Kairu zarejestrowały wtargnięcie w przestrzeń powietrzną Egiptu nieznanego obiektu i jego bardzo szybki odlot. >Piramida spod Garwolina Jest to jedyna piramida w Polsce, do której powstawania przyczyniło się UFO. "To było prawdopodobnie w 1978 roku, w wigilię 24 grudnia gdzieś około godziny 21.00, szedłem wzduż lasu. W pewnym momencie, na niebie pojawiło się kilkanaście, różych wielkości, kul białego światła. Była noc, a tu nagle wszędzie dookoła zrobiło się jasno, nie wiedziałem co się dzieje, przestraszyłem się, to było naprawdę niesamowite. Kule powoli przemieszczały się wzdłuż lasu, tuż nad drzewami. W pierwszej chwili pomyślałem, że top pewnie jakiś samolot, ale co było bardzo dziwneświetlne kule nie wydawały żadnego dźwięku. Szybko zdałem sobie sprawę, że oto właśnie obserwuję coś nie z tej ziemi. Światła zniknęły po kilku minutach. Po tym zdarzeniu zacząłem odczuwać bardzo silną potrzebę postawienia przed domem piramidy, to dziwne ale dokładnie wiedziałem jak ma ona wyglądać. Jestem przekonany, iż idea jej zbudowania pochodziła wprost od UFO."- stwierdził Pan Adam Głowala, który około 9 lat temu na swoim gospodarstwie postwił piramidę. Budowla od samego początku wzbudziła ogromne zainteresowanie i do dziś dnia ściąga do gospodarstwa wielu turystów. Osoby regularnie medytujące we wnętrzu piramidy odczuwają jej pozytywny wpływ na zdrowie. Tajemnica ataku 11 września >Przypomnienie 11 września 2001 roku jest datą, którą pamięta chyba każdy z nas. To właśnie wtedy ujrzeliśmy niezwykłą tragedię i śmierć tysięcy ludzi. Atak terrorystów był początkiem nowej ery w dziejach świata. >Atak, a UFO Dnia 11 września 2001 roku setki kamer rejestrowało tragedię zniszczenia dwóch wież w Ameryce. Analiza zdjęć wykazała, że na niektórych z nich można zobaczyć obiekt UFO. Nie może to być pierwszy samolot, gdyż ten już się rozbił. Wykluczyć należy również helikopter reporterski, ponieważ pomiędzy uderzeniami samolotów było zbyt mało czasu na dotarcie ekip. Pojawienie się UFO nad wieżami World Trade Center potwierdziłoby teorię znaną ufologom, że UFO ma się pojawiać w momentach kluczowych ludzkiej historii. >Niezwykły sen Samolot LOT 93 został uprowadzony przez terrorystów i miał trafić w Biały Dom. Na pokładzie Boeinga 757 było tylko 40 pasażerów łącznie z załogą. Z zapisów telefonicznych wiemy o tym, że na pokładzie była próba pokonania terrorystów. Samolot rozbił się w Pensylwanii. Wśród ofiar był mężczyzna o imieniu Joe. W rocznicę zamachu, telewizja Discovery wyemitowała materiał, w którym wypowiadał się brat Joe'go. Mężczyzna ten miał sen przedstawiający dokładnie, co tego dnia zdażyło się na pokładzie samolotu: "Widziałem wnętrze samolotu i grupę ludzi, która szykowała się do sforsowania kabiny pilotów. Widziałem walkę , potworne sceny, w walce zobaczyłem mojego brata, który próbował obezwładnić terrorystę. Drzwi do kabiny zostały wyważone przy użyciu wózka do jedzenia, którego użyto jako tarana...wszystko widziałem wyraźnie jak w kinie! Samolot pikował jednak ku ziemi, nie mieli szans... I nagle zrobiło się jasno, widziałem, jak z białej poświaty podszedł do mnie mój zmarły brat. Powiedział, że jest mu dobrze i żebym się o niego nie martwił. Odwrócił się i odszedł w kierunku białego światła. Sen już nigdy więcej się nie powtórzył." >Liczba 11 Niewiarygodna kariera tej liczby zaczęła się 11 września. Spójrzmy na datę ataku w USA: 9/11-9+1+1=11, 11 września 2001 roku był 254 dniem tego roku: 2+5+4=11, dwie wieże przypominały dwie jedynki, czyli liczbę 11, numer lotu pierwszego samolotu, który uderzył w WTC, to 11, Stan Nowy Jork przystąpił do Stanów Zjednoczonych jako 11, Pierwsza wieża zawaliła się w 11 sekund, Budowa Pentagonu zaczęła się dokładnie 11 września 1941 roku, dwie wieże WTC budowano w latach 1966-1977, czyli 11 lat. >Twarz Diabła Po ataku na WTC w internecie pojawiły się zdjęcia, które były klatkami z filmów prezętujących upadek obu wież. Na niektórych z nich dopatrzono się twarzy istot diabelskich. Stonehenge >Wprowadzenie Stonehenge zbudowano około 2800 roku p.n.e. Jest położony w południowej Anglii. Najbardziej frapujący jest fragment w kształcie podkowy, złożony z pięciu olbrzymich trylitów (trylit to, z greckiego, megalityczna konstrukcja złożona z trzech kamieni). Każdy trylit składa się z dwóch pionowych słupów kamiennych, ważących około 50 ton i mających 7 metrów wysokości, na których spoczywa ogromna kamienna belka poprzeczna. >Układ głazów W Stonehenge zadziwiają nie tyle same głazy, co ich układ. Komputerowa analiza wykazała, że jest to ogromne obserwatorium służące do szczegółowego badania biegu Słońca i Księżyca. Głazy są ułożone w taki sposób, że łączące je linie wskazują miejsca, w których wschodzi Słońce w czasie przesilenia letniego i zimowego oraz w określonych porach roku ukazuje się Księżyc. >Stonehenge, a czarownice Stonehenge i wiele podobnych kręgów w Anglii i w innych krajach przez tysiące lat wzbudzały ciekawość ludzi. Sądzono, że pierwotnie musiały się tam spotykać czarownice albo druidzi (kapłani celtyccy). >Tajemnicze siły Według innej teorii z kamieni wydobywają się tajemnicze siły. Kamienny krąg miał być fragmentem sieci składającej się z "linii sił", które oplatały cały region. Oczywiście żadnej z tych teorii nie potrafino udowodnić. Konstrukcje w Jakucji >Gdzie leży Jakucja ?? Jakucja jest położona we wschodniej Azji obok rzeki Leny (Rosja). Jest to niebezpieczny rejon w którym żyje wiele dzikich zwierząt. Obszar ten zwany jest również Doliną Śmierci. >Czym są tajemnicze konstrukcje w Jakucji ?? Są to dziwne konstrukcje, w którym znajduje się wiele komór. Podobno utrzymuje się tam ciepło, nawet w czasie wielkich mrozów. O owych konstrukcjach słyszano już w XIX wieku. Nikt nie wie, kto je wybudował, nieznany jest również ich wiek. >Dziwne zaginienia i śmierci Osoby, które znalazły tajemnicze konstrukcje w lesie jakuckim ponoć nie zawsze stamtąd wracały. Co mogło wpływać na ich śmierć ?? Omijając wszystkie niewytłumaczalne zjawiska, można twierdzić, iż na śmierć tych osób wpłynęło przede wszystkim promieniowanie, które jest w tych konstrukcjach niezwykle duże. >Pierwsze relacje Pierwszym człowiekiem, który oznajmił światu o tajemniczych konstrukcjach był Richard Macka- badacz rosyjski. Opisał on ze szczegółami ich budowę wewnętrzną i zewnętrzną. To właśnie dzięki niemu możemy próbować rozwiązać kolejną tajemnicę tego świata. >Jak wyglądają owe konstrukcje ?? Jako, że nie ma prawdziwego zdjęcia, które pokazałoby jak wyglądają te konstrukcje, możemy tylko wierzyć na słowo osobom, które je widziały. Są to 4 budowle o kształcie kuli, zanurzone do 1/5 w ziemi wybudowane z dziwnego materiału przypominającego miedź. Legendy mówią, iż wszystkich konstrukcji jest znacznie więcej. >Światła Jeśli wierzyć jakuckim podaniom oraz relacjom badaczy, pochodzącym z lat 30-tych i 40-tych XX wieku, na terenie całej Doliny Śmierci znajdują się dziwne "kotły" i podobne metaliczne urządzenia lub konstrukcje wykonane z materiału, którego nie można wygiąć, przeciąć, ani zeskrobać. Z kotłów owych co jakiś czas w sposób niekontrolowany wydobywają się tajemnicze kule światła oraz "ogniste tornada". Przed każdym wybuchem lub serią wybuchów - głoszą jakuckie podania - z żelaznego otworu wylatywała z wielką prędkością ognista kula, potem zaś słychać było cztery grzmoty, aż wreszcie ognista kula znikała. >Przybysze z innej planety Istnieje hipoteza, iż konstrukcje te wybudowali przybysze z innej planety. Powiększone promieniowanie, dziwny materiał z którego zostały zbudowany te pomieszczenia jedynie potwierdzają tę hipotezę. Atlantyda >Wprowadzenie Około 10 000 lat przed naszą erą cała północna Afryka, Egipt i Europa- od Hiszpanii po północne Włochy- znajdowały się w rękach mocarstwa o nazwie Atlantyda, które władało kontynentem leżącym na zachód od Słupów Herkulesa. Pochodzenie Atlantydów wywodzi się od boga Posejdona, który spłodził pierwszych obywateli tego królestwa z ziemską kobietą imieniem Cleito. Imię zaś otrzymał kontynent od olbrzyma Atlasa, również syna Posejdona. >Początek legendy Kiedyś Ateny odwiedził wysoki urzędnik administracji państwowej Solon, który w gronie tamtejszych intelektualistów opowiadał różne ciekawe rzeczy. Mówił m.in. o potężnym państwie, które nagle znikło w falach na lewo od Słupów Herkulesa. >Książka- przypomnienie legendy Casus Atlantydy nabrał tempa w 1882 roku, gdy amerykański polityk i pisarz Ignatius Donnelly opublikował książkę Atlantis, the antediluvian world, umieszczając Atlantydę pośrodku Oceanu Atlantyckiego. Bombardując czytelników masą swobodnie powiązanych faktów historycznych, dowodów antropologicznych, a także zapisów mitologicznych czerpanych z różnych zakątków świata, Donnelly przekonywał, że Atlantyda jest przejawiającym się przez wszelkie znany mitologie rajem. >Dowody istnienia W czasach nam bliższych, w 1968 roku, wybuchła sensacja, która mistyczne jedynie istnienie zaginionego kontynentu miała wreszcie podbudować archeologicznymi dowodami. Mianowicie na stosunkowo płytkich wodach w pobliżu wysp Bahama sfotografowano wielką ilość doskonale do siebie pasujących kamiennych płyt, które ochrzczono mianem ulicy Bimini. >Cywilizacja Mistycy różnych orientacji uważają, że Atlantyda była cywilizjacją poprzedzającą naszą, a co za tym idzie, także źródłem legend o bogach, olbrzymach i dziwnych krzyżówkach biologicznych (centaur). Ich zdaniem, współczesny człowiek wcale nie jest pierwszą dominującą na Ziemi rasą, a nawet nie drugą, lecz ostatnią, a ów ciąg cywilizacyjny sięga 65 000 lat p.n.e. Żrodlo: http://bartek9011.blox.pl...,21.html?102288 | |
| Arka Noego | |
Post Achai "Jedną z największych tajemnic naszego świata stanowi historia biblijnego potopu, jaki miał miejsce około 12000 lat temu. W Biblii, w Pierwszej Księdze Mojżeszowej znajdujemy opis katastrofy, jaki dotknął nasza ziemię, a który został zesłany jako kara za grzechy rodzaju ludzkiego. A potop trwał na ziemi czterdzieści dni. I wezbrały wody i podniosły arkę, i płynęła wysoko nad ziemią. A wody przybrały i podniosły się bardzo nad ziemią, arka zaś uniosła się na powierzchni wód. Wody przybierały coraz bardziej nad ziemią tak, że zostały zakryte wszystkie wysokie góry, które były pod niebem. Na piętnaście łokci wezbrały wody ponad góry, tak, że zupełnie zostały zakryte. [...]A wody wzbierały nad ziemią sto pięćdziesiąt dni. W wielu tradycjach przewija się wątek potopu, jaki miał miejsce wiele lat temu. Szacuje się, że istnieje 250 legend związanych z zalaniem świata. W 1872r. odnaleziono w Kujundżik babiloński epos, pochodzący z 2600 r. p.n.e. który przedstawia losy Gilgamesza. W jedenastej księdze udaje się on do Urahna Utnapisztima, naocznego świadka potopu, który został ostrzeżony przez Boga i wybudował arkę dla siebie i swoich bliskich. Miał w niej przebywać aż do końca powodzi. Aby sprawdzić, czy wody opadły, wysłał on gołębia, jaskółkę i kruka. Co ciekawe, wg jednej z teorii, epos ten nie powstał na Wschodzie, tylko pochodzi z Ameryki Południowej. W Koranie odnajdujemy historię Nuha, który uciekł przed powodzią i ocalił rodzinę. W Asyrii również istnieje legenda o powodzi, która jest podobna do babilońskiej, tylko biblijnym Noe jest Hasis-Adra. W tej opowieści Bóg nie ukarał jednak całego świata, a jedynie miasto Szrupak, znajdujące się między Babilonem a Bagdadem. Sumerowie również pamiętali czasy wielkiej powodzi, nawet rozdzielali monarchów na przed i po potopie. Wśród Chińczyków również krąży legenda o wielkim potopie. Odpowiedzialny był za niego złe bóstwo Kung-kung, które w gniewie rozbiło uderzeniem głowy jedną z kolumn utrzymujących niebo. 95% przekazów mówi o potopie, 88% o wybranej przez Boga rodzinie, która uratowała się przed zagładą, a 55% opisuje wylądowanie ocalałych na górze. Geolodzy, którzy badali górę Ararat, odkryli na niej wiele rodzajów skamieniałych muszli, kryształy soli, tworzące się jedynie w wodzie, co świadczy o tym, że góra musiała być kiedyś zalana. Badania przeprowadzone przez badacza Woolleya, w latach 1922-29 świadczą o tym, że teren od pustyni Iraku do kraju Elaam, od starej Babilonii do Zatoki Perskiej był zalany. Odnaleziono na nim bowiem 2,5 m warstwę gliny, która mogła być pozostałością po powodzi. Aby zebrała się glina tej grubości, woda stojąca w tym miejscu powinna przez dłuższy czas sięgać 8 m. Wielu badaczy przyznaje, że zamiarem Boga nie było zniszczenie całej ziemi. Wg ich teorii, potop miał miejsce w dorzeczu Eufratu i Tygrysu, a arka nie zatrzymała się na wzgórzu Ararat w Armenii, które zyskało tą nazwę wiele lat temu, a na południowej stronie wyżyny Ararat, u ujścia wylanych rzek, co zaznaczone jest w babilońskich tekstach. Odnaleziono tam trzy drewniane części statku, lecz istnieje zbyt małe prawdopodobieństwo, aby szczątki zachowały się w takim stanie tak długo. W księdze Genesis pisze, że deszcze padały nieprzerwanie przez 40 nocy i dni, zalewając najwyższe szczyty, co jest rzeczą niemożliwą z naukowego punktu widzenia. Nie przetrwała by wówczas ludzie w tylu różnych rasach. Niepodważalny jest jednak fakt, że dotknęła w większym czy mniejszym stopniu niemalże całą ziemię. W historii wielu ludów natykamy się na opowieści o wielkiej wodzie. W Azji istnieje 13 niezależnych legend, w Europie 4, w Afryce 5, w obu Amerykach 37. Świadectwem na istnienie potopu jest moneta z brązu z ilustracjami Noego i jego rodziny na górze w arce, sprzed 1700 lat, odnaleziona w Turcji. Około 12 tysięcy lat temu doszło do zakończenia ostatniej epoki lodowcowej. Otto Muck skłania się ku teorii, że do tak gwałtownych zmian doszło w wyniku uderzenia olbrzymiej planetoidy, która uderzyła w ocean, w odległości kilkuset km od Florydy. Fale spiętrzyły się i rozeszły po całej planecie, powodując globalną powódź. Potwierdzenie tej teorii zdaje się znajdować w postaci kraterów meteorytowych, jakie znajdują się w Karolinie, w USA oraz rowach głębinowych na wschodniej części Morza Karaibskiego. Profesor Kamieński twierdzi, że 9545 lat p.n.e. przeleciała koło Ziemi kometa Halleya, której kawałek oderwał się i spadł powodując katastrofę. Skoro masa komety wynosi 30 000 000 000 000 ton, jej fragment mógłby doprowadzić do globalnej powodzi. Wg Charlesa E. Selliera i Davida W. Balsigera przed potopem panował umiarkowany klimat na całej ziemi, spowodowany istnieniem w górnych warstwach atmosfery olbrzymiego baldachimu wody w postaci pary lub krystalicznej. Dr Larry Vardiman twierdzi, że taka idea nie jest niczym dziwnym zważywszy na fakt, że Wenus, Mars i Saturn również są spowite grubymi powłokami gazowymi, choć o innym składzie. Pod powłoką ziemia była ciepła i panowała wysoka wilgotność powietrza. Z baldachimu mogło się uwolnić dwanaście metrów wody. Dodatkowo woda uwolniona przez erupcję wulkanów miała spowodować ulewne deszcze, co doprowadziło do zmiany klimatu. Dodatkowa transgresja będąca wynikiem unoszenia się dna oceanicznego doprowadziła do globalnej powodzi. W 1998r. Walter Pitman i William Ryan na podstawie próbek rdzeniowych i datowania słodkowodnych muszli zasugerowali, że około 7500 lat temu doszło do powodzi, która przekształciła basen słodkowodnego jeziora w morze, a linia brzegowa jeziora powinna się znajdować około 150 m poniżej obecnej. 12 tysięcy lat temu Morze Śródziemne przerwało Cieśninę Bosfor i wpłynęło w basen Morza Czarnego. Bob Ballard potwierdził hipotezę badaczy, odnajdując w 1999r. linię brzegową przez nich przewidzianą oraz zatopione antyczne wraki i wioski. Odszukał także muszle mięczaków słodkowodnych, które w normalnych warunkach nie powinny się tam znajdować. W tureckim Ikiztepe na wybrzeżu Morza Czarnego odkrył kości z epoki brązu liczące co najmniej 4 tysiące lat. Na tej podstawie doszedł do wniosku, że ludzie zamieszkujący te wybrzeża uciekli 7500 lat temu przed potopem o skali tego przedstawionego w biblii. Również osady odkryte na podwodnej plaży świadczą o tym, że było tam kiedyś jezioro, które zostało zalane słoną wodą. Dr Gerald E. Aardsma, fizyk jądrowy z Kanady ocenił, że potop nastąpił nie dawniej, jak 12000 lat p.n.e. Znawcy Biblii sugerują jednak, że doszło do niego 5000 lat temu, około 2390-3103r. p.n.e. Obliczenia oparte na astronomicznej technice komputerowej, przeprowadzone w Chronology History Research Instytute datują potop na 2345r. p.n.e., a pierwsze deszcze na 14 maja. Analizując powyższe fakty dochodzimy do wniosku, że w historii ziemi musiały być dwa potopy, jeden na skalę światową, będący bezpośrednim skutkiem zakończenia ery lodowcowej, a drugi, mniejszy, lokalny, w dolinie Eufratu i Tygrysu. Tłumaczyłoby to fakt odnalezienia skamieniałości zwierząt zastygłych w dziwnych pozycjach, czy muszle odnaleziona na szczytach gór. Skoro naukowcy udowodnili istnienie biblijnego potopu, być może arka Noego naprawdę została kiedyś zbudowana? Choć teoria ta na pierwszy rzut oka wydaje się zbyt niewiarygodna, to jednak warto się nad nią zastanowić. Tak samo przecież podchodzono do odkrycia starożytnej Troi, a przecież ów mit został potwierdzony przez badacza Heinricha Schliemanna. Z drugiej strony odnalezienie arki świadczyłoby o tym, że Biblii nie można traktować jako zbioru legend i mitów i trzeba na nią spojrzeć poważniej, niezależnie od wyznawanej wiary. Zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego. Zrób komory w arce, i powlecz ją wewnątrz i zewnątrz smołą. A zrobisz ją tak: Długość arki niech wynosi trzysta łokci, szerokość jej pięćdziesiąt łokci, a wysokość jej trzydzieści łokci. Zrobisz w arce okno i zakończysz je na łokieć od góry. Z boku arki umieścisz drzwi. Uczynisz w niej dolne, wyższe i najwyższe komory. Bóg nakazał zbudować arkę o wymiarach 300 na 50 na 30 łokci. Przyjmując średnio długość łokcia na 45 cm, otrzymujemy pojazd o wymiarach 135m na 22,5m na 13,5m. Wyliczono, że w pełni załadowana arka ważyła około 24300 ton. Konstruktorzy arki twierdzili, że stosunek długości statku do jego szerokości, wynoszący jeden do sześciu wskazuje na to, że pojazd był bardzo powolny lecz stabilny i miał przetrwać siłę, z jaką uderzają fale o wysokości 60m. Zastanawiające jest również, ile zwierząt zabrał Noe na arkę i w jaki sposób udało mu się je zgromadzić, a potem zaopiekować się nimi. W Biblii pisze, że zwierzęta same przyszły do niego. Dr Ken Cumming twierdzi, że jest to możliwe, gdyż w razie niebezpieczeństwa zwierzęta kierują się instynktem, co daje się obserwować w czasie trzęsień ziemi. Naukowcy doszli również do wniosku, że klimat, który wówczas panował na Ziemi mógł sprawić, że w miejscu budowy arki żyły wszystkie lub większość gatunków. W Biblii nie jest powiedziane, że Noe zabrał po parze z każdego gatunku, mógł zaopiekować się jedynie tymi, które nie były w stanie przetrwać w wodzie. Również liczba gatunków znacznie wzrosła od czasu potopu. Dr Whitomb obliczył, że na statku mogło się znajdować od 2400 do 50000 zwierząt. Do arki miało trafić po parze zwierząt nieczystych, czyli mięsożernych, nieprzeżuwające pokarmu i nieparzystokopytne oraz po siedem czystych. Tych drugich było więcej, bo część z nich przeznaczona była na ofiary, na pożywienie dla ludzi i drapieżników. W Wg Biblii arka osiadła na górach Ararat, prawdopodobnie na Wielkim Araracie, zwanym Baris, który jest wulkanem o wysokości 5122m i od czasu potopu już nie uaktywnił się. Góra stoi samotnie, obok znajduje się Mały Ararat, 3225m. Góra Noego posiada wiele nazw, starożytna ormiańska brzmiała Masis Leusar góra arki, Persowie nazywali ją Ararat Kuhi-huh góra Noego lub też Saad Dagh błogosławiona góra. Prawie wszystkie góry i miasteczka w obrębie Araratu mają nazwy i nawiązania do historii Noego. Arghuri lub Agora oznacza wysadzanie winnicy, czyli miejsce założenia jej przez Noego. Eczmiodryn miejsce wylądowania, gdzie w klasztorze przechowywane są pamiątki wydobyte w arki. Masher -dzień sądu, a w Iranie Thamanin okolica ośmiu osób, Erewań pierwsze pojawienie się, Sharnakh wioska Noego, Tabriz statek. Zagadką pozostaje tylko, co się ze statkiem stało. Wiadomo, że Noe odczepił dach, aby wszyscy mogli się wydostać, nie wiadomo jednak, co było dalej. Prawdopodobnie arka pozostała na miejscu, na którym wylądowała. Legenda mówi, że góra strzeżona jest przez anioły, które chronią arkę. Wg ormiańskiej legendy Bóg zesłał na świat burzę, która pokryła lodem i wodą arkę, gdyż grzeszni potomkowie syna Noego, Chama, chcieli ją zniszczyć. Statek miał być odkryty, gdy potwierdzi istnienie Boga i historię potopu. Kurdowie twierdzą, że arka spoczywa na górze smutku, bólu i nie może być poddana świętokradztwu ludzkich oczu. Aby do niej dotrzeć, trzeba być czystym jak dziecko i bez grzechu. Wg Koranu arka wylądowała na górze Al-Judi, obecnie zwanej Cudi-Dagh, o wysokości 2100m, znajdującej się w odległości 300km od Góry Noego i leżąca nad Tygrysem. Przemawiałby za tym fakt, że biskup Epitaniusz z Salamis w IV wieku naszej ery powiedział, że wrak znajduje się na górze Cudi. Uczeni islamscy są przekonani, że nazwa ta odnosi się do Araratu. Również fakt, że na górze Noego miały być dwa szczyty może wskazywać na tą górę, choć z drugiej strony również na Wielki i Mniejszy Ararat. Z historii znane jest świadectwo władcy Chetitów i kapłana, Berossa, który w trzecim stuleciu przed Chrystusem twierdził, że statek zachował się w dobrym stanie, że jest cały czas doskonale widoczny. Twierdził również, że w trakcie rozpowszechnionych pielgrzymek ludzie zeskrobywali z niego smołę dla swojej potrzeby, umieszczając ją w amuletach. Również w pierwszym stuleciu naszej ery Mikołaj z Damaszku powiedział, że szczątki arki znajdują się na szczycie. Pisał: Jest w Armenii góra Baris, gdzie wielu uciekinierów znalazło schronienie w czasie potopu, a jeden człowiek wylądował na szczycie, na arce, której drewniane elementy zachowały się na długo. Józef Flawiusz, historyk żydowski współczesny apostołowi Pawłowi, w Dawnych dziejach Izraela opisał historię niemalże identyczną w Biblii i dodał, że rozmawiał z ludźmi, którzy osobiście widzieli arkę. W 318r. święty Jakub po modlitwie zasnął na górze Ararat, a po przebudzeniu znalazł kawałek drewna. Wierząc, że zostało ono zesłane u przez Boga, zrobił z niego krzyż, który w 687r. trafił do katedry w Eczmiadzynie. W książce Opisanie świata napisanej w 1269r. przez podróżnika Marco Polo też spotykamy nawiązanie do miejsca spoczynku arki, a mianowicie, że w centrum Armenii jest wzgórze zwane górą Noego, a na jej szczycie leży tyle śniegu, że nikt nie może wejść na szczyt. W 1840r. grupa tureckich robotników odnalazła wystający z lodowca fragment statku na górze Ararat. W jego wnętrzu było widać poprzeczki, które dzieliły statek na trzy komory. W latach 1852-70 Napoleon III wysłał ekspedycję, aby zbadała prawdziwość doniesień o istnieniu statku na szczycie góry. Do ciekawego zdarzenia doszło w 1850 roku, kiedy to do domu Haji Yearama, Ormianina, który mieszkał u stóp Araratu, przyszło trzech naukowców. Twierdzili oni, że nie wierzą w istnienie Boga i arki oraz, że przyjechali, by to udowodnić. Wynajęli ojca chłopaka i ruszyli w góry. Gdy doszli do arki, była odkryta tak, że mogli ją dokładnie obejrzeć i zajrzeć do środka. Przebadali ją dokładnie, po czym zezłoszczeni, że odkryli prawdziwą arkę, postanowili ją zniszczyć. Drzewa jednak nie udało się podpalić, drewno było zbyt twarde i oblane czymś w rodzaju lakieru, tak więc przysięgli dochować tajemnicy i do końca życia nikomu nie mówić o znalezisku. Do historii Haji można by podejść z przymrużeniem oka gdyby nie fakt, że jeden z profesorów na łożu śmierci opisał tą historię i opublikowano ją po jego śmierci. 2 maja 1883r. doszło do kolejnego trzęsienia ziemi, które odkryło część schowaną pod lodem i po którym kapitan Gascoyne zbadał wnętrze arki. Ogłoszenie tego odkrycia światu spotkało się z pośmiewiskiem i kpiną. Wówczas zirytowany rząd turecki wstrzymał wysłanie kolejnej komisji, a arkę pokryły śniegi. W opowieści Georga Hagopiana, który w 1902 i 1904r. oglądał arkę, nie była ona zbita gwoździami i przypominała płaskodenną barkę. Na jej dachu znajdowało się 50 otworów, przez które dochodziło powietrze, a całość zbudowana była z czerwonawo-brązowego drewna. w 1916r. Włodzimierz Roskowicki, rosyjski lotnik, lecąc nad górą Ararat zauważył ciemną plamę, wyglądającą na zamarznięte jezioro, a na jego końcu kadłub olbrzymiego statku. Jeden z segmentów odkrytej części statku był wywrócony, a w drugim widać było wyraźnie dwuskrzydłowe drzwi. Dwaj rosyjscy generałowie, Aleksander Jakub Elszyn i Aleksander A. Kur potwierdzili jego słowa i powiedzieli, że car wysłał ekspedycję, aby zbadała znalezisko i wykonała zdjęcia, co też i uczyniła. Wg ich badań, arka miała około 150m długości, 25m szerokości w najszerszym miejscu oraz 15m wysokości. Zdjęcia nie dotarły do cara Mikołaja II, gdyż w tym czasie wybuchła wojna bolszewicka. Charles E. Sellier i David N. Balsiger dotarli do informacji, z których wynika, że zdjęcia i wyniki badań zostały przekazane carowi, choć nie udało im się ich zlokalizować. Fernand Navarra i Jean de Ricquier w 1952r. podczas badań terenu, odkryli równe linie długości 120 metrów kwadratowych, które kształtem przypominały kadłub statku. Warunki atmosferyczne sprawiły, że musieli zaprzestać poszukiwań i zebrać drugą wyprawę. Navarra w 1955r. dokopał się do pokrywy lodowej, pod którą znajdowała się woda i czarne belki. Francuski badacz odciął ze znaleziska skory kawałek długości 1,5m i po przeprowadzeniu badań metodą radiokarbonową określił jego pochodzenie na pięć tysięcy lat. Po przebadaniu próbki okazało się, że pochodzi z dębu rosnącego w okolicach Morza Śródziemnego. Drewno było impregnowane smołą bitumiczną i połączone z sobą kołkami. W 1960r. Wyatt i Fasold zdecydowanie wskazywali na inne umiejscowienie lądowania arki, na tzw. Stanowisku Durupinara, na 27km na południe od Góry Noego. Odnaleziony przez nich obiekt okazał się jednak naturalna formacją ziemi, kamieni i gliny, wypchniętą do góry przez stary potok lawy. Sprawa wróciła w 1977r. kiedy to Wyatt niemalże wmówił światu, że arka znajduje się pod warstwą gliny oraz, że była zrobiona z trzciny, jak w utworze o Gilgameszu, przez co wg badacza nie miała prawa zachować się do tego czasu i przykryty ziemią fragment stanowi 10% całości. Siedem lat później wykreślił nawet trzynaście podłużnych linii konstrukcyjnych i osiem poprzecznych, rzekomo na podstawie wykrytych metalowych elementów, znajdujących się pod ziemią na głębokości 60-90cm. Całość miała się składać z 5400 metalowych części. Badacz stwierdził również, że odkrył 12 kamieni wagi 5000kg, z otworami o średnicy 9cm, które miały utrzymywać arkę pod wiatr. Jednakże formacja Wyatta miała szerokość 50 m, gdy Biblia mówi o 25, a dryfkofty, wleczone za arką przez ponad rok nie maja na sobie śladów zużycia. Profesor geologii z San Diego przebadał pobrane próbki i stwierdził, że znalezisko jest całkowicie naturalną masą skalną. Na terenie Araratu znajduje się siedem podobnych formacji, przez co dokładne umiejscowienie arki zwłaszcza w trudnych warunkach atmosferycznych stanowi dla badaczy problem. W 1989r. członkowie Immanuel Expedition pod przewodnictwem Aarona Chucka ogłosił, że odnaleźli arkę na Araracie. Okazało się jednak, że natrafili na formację zwaną jaskinią lodową, znajdującą się 300m powyżej. W tym samym roku dr Ahmed Ali Arslon ujrzał arkę kilkaset metrów poniżej szczytu. Zobaczył coś na kształt budynku, zatopionego w jeziorze, do którego można było zajrzeć. Natychmiast porobił zdjęcia na dowód, że to, co widział, nie było iluzją. Arka jest skuta lodem, lecz ten czasami topi się, pozwalając na jej obejrzenie nawet od środka. Ten fenomen sprawia, że miejsce zlokalizowania przez badaczy jest trudne nawet na zdjęciach satelitarnych i dlatego trudno dostarczyć właściwych dowodów na jej istnienie. Na bliskie podejście do wraku nie zezwalają władze tureckie, a przecież przebadanie terenu, pobranie próbek i nakręcenie filmu być może raz na zawsze rozwiązałoby sprawę i dostarczyło wystarczających dowodów na jej istnienie. Tureckie władze bardzo niechętnie podchodzą do obcokrajowców, którzy chcą otrzymać wystarczające dowody na to, że wrak arki nadal istnieje. Prawdę powiedziawszy trudno obiektywnie stwierdzić, jakie dowody przekonałyby sceptyków do autentyczności statku, rozebranie go na elementarne części? Przykładowo dr Charles Berlitz, badacz i autor The Lost Ship of Noah, został aresztowany i przetrzymywany w więzieniu. Przypadek sprawił, że udało mu się zbiec. Potop na skalę lokalną został udowodniony przez naukowców. Wielu również skłania się ku teorii globalnej powodzi przed tysiącami lat. Dlatego też historię arki Noego powinniśmy traktować nie jako mit, lecz fakt historyczny udokumentowany istnieniem przedziwnego obiektu tuż pod szczytem góry Ararat. Jeśli na górze Noego nie znajduje się nic godnego uwagi, dlaczego władze tureckie bronią tam wejścia naukowcom w celu zweryfikowania swoich hipotez? Zgodność relacji ludzi, którzy mieli możliwość widzenia jej na własne oczy jest zaskakująca. Szczegóły omawiane przez naocznych świadków pokrywają się niemal w stu procentach w zależności od ujrzanego fragmentu arki, co jest wystarczającym dowodem na możliwość jej istnienia. http://www.ndw.v.pl/art.php?nr=98 " | |